Dzień 37. Leń.
Moje dzisiejsze plany ogarnięcia mieszkania skończyły się na... spisaniu planów :D
To jest dramat jak mi się nie chce!!! OMG 🙈🙈🙈
Tak bardzo chcę mieć w końcu porządunio a tak bardzo mi się nie chce.
Po prostu widzę też ile tego jest do zrobienia i wiem, że mi zabraknie L4 przy takiej wenie jak obecnie...
Jednak kiedy nie czułam się na siłach to życie wydawało mi się prostsze ;)
Zero wymagań względem siebie, zero oczekiwań, zero planów.
I wtedy tak naturalnie sięgałam po miotłę, chowałam wszystko do zmywarki, pilnowałam jako takiego porządku na blatach w kuchni.
Wiedziałam, że mi nie wolno za wiele i jarałam się tym, co mogłam.
Teraz już mogę naprawdę wiele w porównaniu z tamtym okresem a nie mogę się do tego kompletnie zebrać i zaraz mnie nudzi.
Może to też kwestia tego, że na początku te czynności były dla mnie wyzwaniem i miałam frajdę z uporaniem się z nimi? Teraz, kiedy przestały być wyzwaniem stały się nudne?
Wcześniej były też jakby odskocznią od codzienności skupionej na 💩 i boleściach jelitowych, nie miałam sił na nic innego, z kolei teraz, kiedy już mało mam okresów gdy czuję dyskomfort wiem, że więcej jest dla mnie opcji dostępnych i to o wieeeele ciekawszych to szlag mnie trafia, że muszę ogarniać.
Wciąż mnie zadziwia jak punkt widzenia zależny jest od danej sytuacji... a przecież już wielokrotnie tego doświadczyłam (jak chociażby podczas 14 lat ćwiczenia jogi i pozycja pies z głową w dół: kiedy przez 1,5 h były spokojne asany to pies mnie męczył niemożebnie, ale gdy był wycisk to dosłownie odpoczywałam w psie).
No nic, dziś wezmę tabsę na bank, bardziej jak wczoraj się nie przeciążę na tej płaskiej podłodze :D
Aaa, a dziś miałam szczęście w nieszczęściu, bo chwyciłam w locie lustro, które mi się odkleiło od bocznych drzwiczek szafki łazienkowej... Tak więc jeszcze musiałam to ogarnąć jako przerywnik, zeskrobać stary klej, oczyścić, odtłuścić i przyczepić na taśmę nano. Teraz dociskam.
I właśnie mama zadzwoniła czy pójdę z nią na spacer do parku. No pójdę.
To idę :D
No i dobrze. Dawaj się wyciągać gdzie tylko się da. My w drodze na weekend.
OdpowiedzUsuńWłaśnie wróciłam :) byłyśmy w części parku, gdzie jest ta zewnętrzna siłownia dla seniorów, mama poćwiczyła na każdym sprzęcie ;) i poszłyśmy dalej aż doszłyśmy do otwartego niecały rok temu baru orientalnego i zaprosiłam mamę na obiad :D Wczoraj z bratem zamówiliśmy tam na wynos wołowinę z grzybami mun i bambusem, smaczne to było bardzo, dziś zamówiłam to dla mamy a sama wzięłam pad thai z krewetkami i na wynos sajgonki do posmakowania ;) Jak czekałyśmy na danie to wszyscy dosłownie brali opakowania i zabierali resztki. Ja sobie myślę, że wczoraj wciągnęłam to dziś tez dam radę, ale skończyło się na tym, że też brałam dwa opakowania :D W przyszłym tygodniu jesteśmy umówione na kolejną degustację :) A Wam życzę udanego weekendu!! Pogodę zapewne macie ładną? :)
Usuń