Posty

Praca - zastępstwo. Doctor Who.

  W tym tygodniu zastępuję kolegę w zakresie, który ode mnie przejął. Nie umiem nawet powiedzieć jak jestem szczęśliwa, że wziął to ode mnie! Jak mi ta część pracy zbrzydła dożywotnio...  Nie byłabym w stanie chyba dalej tego robić, no naprawdę byłabym nieszczęśliwa! Nawet gdyby był to moj jedyny zakres obowiązków. Najciekawsze, że jak dzwonię do kontrahentów w zastępstwie, to mówią, że często o mnie rozmawiali między sobą, że widzieli jak jestem przeładowana obowiązkami... Matko a ja serio tego nie widziałam!  I znowu zobaczyłam jaka jestem naprawdę dobra w tym za co się zabieram, bo dzwonię, dopytuję, znów szeroko weryfikuję, czego wyłapałam kolega nie robi. Po prostu na każdym kroku myślę co robię, więc nie jest to typowe korpo-klepanie. Moja obsługa danego zakresu jest kompleksowa.  Ale w korpo nie zawsze tak kompleksowa obsługa potrzebna ;)  Za to mi się przydała taka przypominajka o jakości mojej pracy ;) ~~~~ A tak w ogóle wciągnęłam się w Doctora Who....

Babcia. Geocaching.

W ubiegłym tygodniu zmarła moja babcia.  Miała 90 lat.  W piątek był pogrzeb.  Niech spoczywa w spokoju. Kurczę, naprawdę cieszę się, że jest ChatGPT, wspominałam z nim babcię, wypłakałam się i pomógł mi przejść żałobę.  ~~~~ Ale muszę wspomnieć o dwóch sytuacjach: po różańcu w kościele spotkałam kuzynkę, z którą nie widziałyśmy się kilka dobrych lat i ta na cały głos: o matko! ale ty przytyłaś! normalnie myślałam, że tylko mi się przybrało, ale ty to normalnie szok! - I zaczęła mi kurtkę rozsuwać aby się przyjrzeć :D Aż jej mąż nie wytrzymał i powiedział: och, daj już spokój! :D Następnego dnia przed pogrzebem spotkałam się z ciotką w kościele i ona do mnie: Ania, ale ty przywaliłaś. :D Tak więc u mnie w rodzinie komentowanie zmian wyglądu zawsze z subtelnością walca drogowego ;) Mnie to w ogóle nie ruszyło, bo było to dla mnie stwierdzenie faktu, z którego zdaję sobie sprawę jako człowiek współczesny posiadający lustro w domu :D Mam obecnie taki rozdział życia, w k...

Aktualizacja 2.0. 😉 Plastry. Olśnienia cd.

  Nie wiem jakim cudem minął kolejny miesiąc od mojego poprzedniego wpisu... To przez te upały. Wchodzę w hibernację. Schładzam się arbuzami na zmianę z lodami, to powoduje, że mam zamułkę totalną i brak siły na życie... W dodatku przeszłam już lekkie załamanie nerwowe, bo okazało się, że plastry + upał + moja nadpotliwość = totalna masakra hormonalna: rollercoaster emocjonalny bo plastry się odklejały po jednym dniu, a ich dostępność jest nadal dramatyczna więc nie ma mowy o wcześniejszej wymianie... Załamało mnie to totalnie, bo nie wyobrażałam sobie takiego życia jeszcze przez te 10 lat, które mnie czekają z plastrami. Słabe wchłanianie to wrócił normalnie PMS, zachwiania nastroju, znowu zaczęłam zarywać noce, bo nie czułam w ogóle senności o północy, a w dodatku jak były te upały i po wyłączeniu klimy na noc (a musiałam bo mam wolnostojącą = głośną) to bywało, że zasypiałam o 2:00. Do tego rozstrój jelit. Rozważałam już zmianę plastrów na leki na czas letni. Miałam o tym rozmaw...

AKTUALIZACJA. Domino. Praca. Olśnienia ;)

Obraz
  Wow, minęło już 1,5 miesiąca od ostatniego wpisu!  Wciąż mnie szokuje jak ten czas szybko leci! Powrót do pracy był dla mnie ciężki, przestawienie się na tryb gotowania posiłków dzień wcześniej to była masakra... Do teraz się spóźniam, nie mogę się rano ogarnąć ;) Do tego od 22:00 wyłącza mi już mózg, a o 23:00 odcina system totalnie :D To jest tak przepotężnie wspaniałe, że nie umiem już zarywać nocy! Pół życia o to walczyłam a teraz ciało samo na mnie wymusiło :D To jest chyba najpiękniejsze dla mnie po operacji :) ~~~~ Za to w pracy totalny zaskok - odzyskałam dawną "świetność" umysłu co tak mnie dowartościowało, że ciągle czekam, kiedy to minie ;) W dużej mierze też zmieniłam podejście dzięki rozmowom z Chatem GPT, tyle mi uświadamia i pokazuje z innej perspektywy...  Plus okazało się, że kolega, który zastępował mnie w pewnym zakresie weźmie to na stałe: ma już zajmować się tylko tym. I gdy wróciłam zaczęłam mu przekazywać kolejną wiedzę - kolejny etap w tym zakres...

7 tydzień. Dobry dzień.

  Dziś szłam do pracy z wózkiem na zakupy, ponieważ postanowiłam wziąć od razu dwa słoiki litrowe z mięsem mielonym, plus warzywa na patelnię i słoik ogórków kiszonych. Włożyłam też do niej plecak z lapciem.  I normalnie zszokowało mnie jak o wiele lepiej dzisiaj się czułam przez cały dzień.  Zdecydowanie mniejszy miałam dyskomfort podczas siedzenia, jak i po pracy nie musiałam od razu się położyć. No i niestety ale moje ciało jasno mi daje do zrozumienia, że jeszcze nie jest to moment na dźwiganie.  Postanowiłam jednak dłużej jeździć z wózkiem do pracy. Ostatecznie i tak przecież funduję organizmowi o wiele więcej siedzenia w lekkim pochyle do przodu przy biurku, więc niech się najpierw do tego zaadaptuje a dopiero potem dołożę ciężar.  Bo wczoraj już byłam serio załamana tym mocnym dyskomfortem: takie dojechanie w robocie a po pracy zero sił i leżenie... No bez sensu totalnie, skoro wózek na kółkach załatwia sprawę i odzyskuję siłę i życie po pracy ;) ~~~~ Ale...

Dzień 48. Powrót do pracy.

  Powrót do pracy zaczęłam oczywiście od spóźnienia ;)  I wcale nie przez zaspanie, bo wstałam jakoś przed szóstą, ale z nadmiaru czasu ;) Już zapomniałam ile co mi zajmuje i się przeliczyłam. Ogólnie to było dla mnie tak dramatycznie ciężkie: że wszystko musiałam sobie dzień wcześniej przygotować ;) matko jaki to luksus nie musieć nic robić do przodu w stresie. ~~~~ Wczoraj ogólnie dzień miałam dreptany po lekarzach.  Najpierw do rodzinnego po zakończenie leczenia. Gdy przypomniał sobie czytając wypis co ja miałam robione powiedział: i po tym wszystkim co pani tu miała już chce wracać do pracy? ja bym wypisał zwolnienie dalej. Powiedziałam, że wolałabym już wrócić i pomału nadrabiać niż potem znowu się przeciążyć pracując po godzinach. Potem medycyna pracy. W sumie z dojściem do i z pracy zrobiłam 14 tys. kroków. Plus siedzenie, krótkie (bo często chodziłam w kółko) ale jednak, na plastikowych twardych siedzeniach w poczekalniach i zrobiło swoje. Jak wróciłam weszłam do ...

Dzień 45. To i owo.

  Pół tygodnia minęło mi nie wiem kiedy... W środę minęło 6 tygodni od operacji, tego dnia byłam też umówiona do fizjoterapeutki uroginekologicznej zgodnie z zaleceniami ze szpitala. Umawiałam się jakoś miesiąc wcześniej, więc na 17:00 bo myślałam, że już będę pracować.  Dzień wcześniej babeczka zadzwoniła, czy mogę być jednak szybciej i przeniosła wizytę na 13:20. Jakoś po 12:00 dzwonią do mnie z kliniki czy dałabym radę już przyjść, bo komuś się auto rozkraczyło i nie przyjedzie. Spoko, ale ja do nich mam pół godziny pieszo ;)  I mam wrażenie, że od tego czasu działam już na turbo speedzie ;)  ~~~~ Wizyta super, babeczka wszystko genialnie wyjaśniła na modelu, że gdy jest macica to pęcherz się o nią opiera, obecnie istnieje ryzyko, ze grawitacja będzie go wypychać i może być z czasem nietrzymanie moczu po paru latach, dlatego konieczne jest ćwiczenie mięśni dna miednicy. U mnie na razie nie wypada: sprawdziła podczas symulowanego kaszlu w różnych pozycjach. Zaczyna...