Praca - zastępstwo. Doctor Who.

 W tym tygodniu zastępuję kolegę w zakresie, który ode mnie przejął. Nie umiem nawet powiedzieć jak jestem szczęśliwa, że wziął to ode mnie!

Jak mi ta część pracy zbrzydła dożywotnio... 

Nie byłabym w stanie chyba dalej tego robić, no naprawdę byłabym nieszczęśliwa! Nawet gdyby był to moj jedyny zakres obowiązków.

Najciekawsze, że jak dzwonię do kontrahentów w zastępstwie, to mówią, że często o mnie rozmawiali między sobą, że widzieli jak jestem przeładowana obowiązkami... Matko a ja serio tego nie widziałam! 

I znowu zobaczyłam jaka jestem naprawdę dobra w tym za co się zabieram, bo dzwonię, dopytuję, znów szeroko weryfikuję, czego wyłapałam kolega nie robi. Po prostu na każdym kroku myślę co robię, więc nie jest to typowe korpo-klepanie. Moja obsługa danego zakresu jest kompleksowa. 

Ale w korpo nie zawsze tak kompleksowa obsługa potrzebna ;) 

Za to mi się przydała taka przypominajka o jakości mojej pracy ;)

~~~~

A tak w ogóle wciągnęłam się w Doctora Who. 

Jakoś wielokrotnie o tym serialu słyszałam ale mnie ciągle od niego odrzucało.

Dopiero jak pokochałam Dawida Tennanta za rolę Crowleya w Good Omens, okazało się, że gra jedną z wersji Doctora Who, więc musiałam obejrzeć ;) no i się wciągnęłam!

W ogóle dla mnie to pierwszy taki serial chyba, gdzie główni bohaterowie aż tak się zmieniają, bo i samego Doctora Who po przemianie gra inny aktor jak i jego towarzyszki zmieniają się prawie co sezon. 

I niesamowite jak strasznie jest mi niewygodnie po przemianie. 

Na początku jak jeszcze mam w pamięci poprzedniego aktora myślę sobie: kurczę, nie przyzwyczaję się. Ale po paru odcinkach, gdy zatraca się pamięć o poprzednim i przestaję porównywać - człowiek w końcu zaczyna dostrzegać zalety nowego i kiedy następuje przemiana to kurde żal :D 

Podobnie z jego towarzyszkami gdy odchodzą a dołączają nowe.

~~~~

Ogólnie fascynuje mnie i energia samego Doctora, jego teatralność jak i energia serialu, tempo i czasami tak absurdalnie wymyślone wydarzenia, czy kosmici ;) Tam to nie istnieją żadne prawa fizyki :D ale to jest najfajniejsze, bo nawet nie ma sensu tego analizować pod kątem prawdopodobieństwa ;) po prostu patrzysz i zastanawiasz się co oni jarali jak pisali scenariusz :D

I zachwyca mnie zachwyt nad wszystkim Doctora ;)

Jest taka scena gdy w obliczu zagrożenia stoi i mówi na głos: co robić? co robić? Nie wiem. Pierwszy raz nie wiem.

I nagle rozpromienia się: Nowe uczucie! :D

Po czym policzkuje się, że nie czas na to ;)

~~~~

Ten wpis taki o niczym, bo ostatnio nic się u mnie nie dzieje, ale chcę wrócić do częstszych wpisów.

Komentarze

  1. Ale dzien mi zrobiłaś zachwytami Doktora nad wszystkim 😁. W mojej rehabilitacyjnej rutynie, bywa, że zapominam...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.