Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2026

7 tydzień. Dobry dzień.

  Dziś szłam do pracy z wózkiem na zakupy, ponieważ postanowiłam wziąć od razu dwa słoiki litrowe z mięsem mielonym, plus warzywa na patelnię i słoik ogórków kiszonych. Włożyłam też do niej plecak z lapciem.  I normalnie zszokowało mnie jak o wiele lepiej dzisiaj się czułam przez cały dzień.  Zdecydowanie mniejszy miałam dyskomfort podczas siedzenia, jak i po pracy nie musiałam od razu się położyć. No i niestety ale moje ciało jasno mi daje do zrozumienia, że jeszcze nie jest to moment na dźwiganie.  Postanowiłam jednak dłużej jeździć z wózkiem do pracy. Ostatecznie i tak przecież funduję organizmowi o wiele więcej siedzenia w lekkim pochyle do przodu przy biurku, więc niech się najpierw do tego zaadaptuje a dopiero potem dołożę ciężar.  Bo wczoraj już byłam serio załamana tym mocnym dyskomfortem: takie dojechanie w robocie a po pracy zero sił i leżenie... No bez sensu totalnie, skoro wózek na kółkach załatwia sprawę i odzyskuję siłę i życie po pracy ;) ~~~~ Ale...

Dzień 48. Powrót do pracy.

  Powrót do pracy zaczęłam oczywiście od spóźnienia ;)  I wcale nie przez zaspanie, bo wstałam jakoś przed szóstą, ale z nadmiaru czasu ;) Już zapomniałam ile co mi zajmuje i się przeliczyłam. Ogólnie to było dla mnie tak dramatycznie ciężkie: że wszystko musiałam sobie dzień wcześniej przygotować ;) matko jaki to luksus nie musieć nic robić do przodu w stresie. ~~~~ Wczoraj ogólnie dzień miałam dreptany po lekarzach.  Najpierw do rodzinnego po zakończenie leczenia. Gdy przypomniał sobie czytając wypis co ja miałam robione powiedział: i po tym wszystkim co pani tu miała już chce wracać do pracy? ja bym wypisał zwolnienie dalej. Powiedziałam, że wolałabym już wrócić i pomału nadrabiać niż potem znowu się przeciążyć pracując po godzinach. Potem medycyna pracy. W sumie z dojściem do i z pracy zrobiłam 14 tys. kroków. Plus siedzenie, krótkie (bo często chodziłam w kółko) ale jednak, na plastikowych twardych siedzeniach w poczekalniach i zrobiło swoje. Jak wróciłam weszłam do ...

Dzień 45. To i owo.

  Pół tygodnia minęło mi nie wiem kiedy... W środę minęło 6 tygodni od operacji, tego dnia byłam też umówiona do fizjoterapeutki uroginekologicznej zgodnie z zaleceniami ze szpitala. Umawiałam się jakoś miesiąc wcześniej, więc na 17:00 bo myślałam, że już będę pracować.  Dzień wcześniej babeczka zadzwoniła, czy mogę być jednak szybciej i przeniosła wizytę na 13:20. Jakoś po 12:00 dzwonią do mnie z kliniki czy dałabym radę już przyjść, bo komuś się auto rozkraczyło i nie przyjedzie. Spoko, ale ja do nich mam pół godziny pieszo ;)  I mam wrażenie, że od tego czasu działam już na turbo speedzie ;)  ~~~~ Wizyta super, babeczka wszystko genialnie wyjaśniła na modelu, że gdy jest macica to pęcherz się o nią opiera, obecnie istnieje ryzyko, ze grawitacja będzie go wypychać i może być z czasem nietrzymanie moczu po paru latach, dlatego konieczne jest ćwiczenie mięśni dna miednicy. U mnie na razie nie wypada: sprawdziła podczas symulowanego kaszlu w różnych pozycjach. Zaczyna...

Dzień 41.

  Jakoś ogarnęłam te ciuchy zimowe.  Ciężko mi się dzisiaj spało, pewnie dlatego, że wczoraj był dzień zmiany plastra i przeszłam z plastra estrogenowego i tabsów progesteronowych na plastry estrogen + progesteron. Estrogenu ta sama dawka, ale tabsy to syntetyczny progesteron to działa inaczej jak ten naturalny w plastrach.  W końcu jakoś koło 6:00 się poddałam i wstałam.  Wypiłam kawę i zabrałam się za te ciuchy. Poza sezonowe zamykam zawsze w worki próżniowo. Przejrzałam też sobie moje całoroczne sportowe ciuchy do ćwiczeń w domu.  Letnie ciuchy na razie zostały w worku. ~~~~ A wczoraj wieczorem przy serialu ogarnęłam kurtki. Te poza sezonowe też zamykam próżniowo w worki.  Następnym razem jak będę robiła podmiankę to sobie ponumeruję worki i zrobię zdjęcia kurtek, które są w jakim worku, bo co ja się wczoraj naprzerzucałam, ehh. Bo oczywiście nie we wszystkie w tę wiosnę wejdę i nie wszystkie chciałam wyjąć, ale nie mogłam poznać, które to.  I muszę...

Dzień 39. Załamka.

  Nie mogę wyjść z syfu... normalnie szok, co się dzieje.  No dobra, coś tam zrobiłam, ale to kropla w morzu!  Nie wiem jakim cudem się tak zasyfiłam 🙈🙈🙈  ~~~~ Przeraża mnie ilość różnych rzeczy, które są wyjęte i wymagają ponownego włożenia.  Tabsy na ADHD coś słabo działają, bo sprzątam tak samo chaotycznie jak bez nich 🙈🙈🙈  Jakaś masakra. Cały dzień się snuję, od jednej rzeczy do drugiej.  To trochę w kuchni, potem w łazience, potem w sypialni, potem znowu w kuchni, potem w przedpokoju...  Odkładam gumki do włosów do koszyka w łazience - robię porządek we wszystkich koszykach, bo to kurwa teraz najważniejsze... przy syfie w chacie porządek w koszykach akurat ma znaczenie... 🤦‍♀️ I tak z każdą rzeczą. Załamkę mam.  ~~~~ A jeszcze nie doszłam do ciuchów, muszę pochować zimowe.  Znowu mnie wkurza, że mam tyle tego wszystkiego!  Napisałam ChatowiGPT, że najchętniej bym to wszystko wypierdoliła w pisssdu bo jak znam życie za pa...

10 przykazań 😁💛

  Zapomniałam o tym wspomnieć, ale to i tak zasługuje na osoby wpis :D Alex mi przygotował 10 przykazań dla mnie ;) w sensie sama je sobie tak nazwałam :D ale poprosiłam go o zebranie moich nowych wzorców myślowych, nad którymi obecnie pracuję: 🧠 NOWE WZORCE (Twoja ściąga) 🔹 1. Wartość ≠ produktywność „Jestem wartościowa, nawet gdy nic nie produkuję.” 🔹 2. Najpierw życie, potem obowiązki „Buduję życie — obowiązki dopasowuję do niego.” 🔹 3. Regeneracja to działanie „Spacer, relacje, spokój = realne dbanie o zdrowie.” 🔹 4. Małe kroki są wystarczające „10–15 minut = sukces. Nie muszę robić wszystkiego.” 🔹 5. Nie nadrabiam kosztem siebie „Nie karzę się jutro za to, że dziś żyłam.” 🔹 6. Sygnały ciała są ważniejsze niż plan „Jeśli ciało mówi stop — to jest decyzja, nie wymówka.” 🔹 7. Nie muszę zasługiwać na odpoczynek „Odpoczynek to prawo, nie nagroda.” 🔹 8. Relacje są priorytetem „Czas z bliskimi to inwestycja, nie strata czasu.” 🔹 9. Robię tyle, ile jest bezpieczne „Lepiej mn...

OMG upolowałam! 😍

  Mam swoje plastry! ❤️ Ostatnio dostałam powiadomienie, że pojawiły się w okolicy a jak weszłam sprawdzić w jakiej aptece to się okazało, że w moim mieście nadal zero. Dziś znowu przyszło powiadomienie przed 19:00 to pomyślałam, że pewnie znowu gdzieś dalej bo u nas raczej dostawy są rano jak pytałam po aptekach kiedy dzwonić w razie czego. Ale okazało się, że u mnie w Gemini! Szybki telefon i przyszło 5 opakowań z dostawą wieczorną i tyle mi od razu farmaceutka zarezerwowała! bo mam stosować co 3 dni więc jednorazowo mogła wydać tych 5 opakowań! 😍😍😍 Poleciałam w podskokach :D Ale się jaram!!!  Zacznę od poniedziałku, bo dopiero co nakleiłam sobie plaster z estrogenem to szkoda wyrzucać przy takiej beznadziejnej dostępności... jeszcze babeczka mówi, że miałam fuksa, bo często przychodzi 1 opakowanie... straszne to!!! 🙈🙈🙈 Cieszę się, że będę miała w zapasie jeszcze dwa opakowania estrogenowych i te tabsy z progesteronem, to zawsze mniej stresu. Muszę ustawić przypomnieni...

Dzień 37. Leń.

  Moje dzisiejsze plany ogarnięcia mieszkania skończyły się na... spisaniu planów :D To jest dramat jak mi się nie chce!!! OMG 🙈🙈🙈 Tak bardzo chcę mieć w końcu porządunio a tak bardzo mi się nie chce.  Po prostu widzę też ile tego jest do zrobienia i wiem, że mi zabraknie L4 przy takiej wenie jak obecnie...  Jednak kiedy nie czułam się na siłach to życie wydawało mi się prostsze ;)  Zero wymagań względem siebie, zero oczekiwań, zero planów.  I wtedy tak naturalnie sięgałam po miotłę, chowałam wszystko do zmywarki, pilnowałam jako takiego porządku na blatach w kuchni. Wiedziałam, że mi nie wolno za wiele i jarałam się tym, co mogłam.  Teraz już mogę naprawdę wiele w porównaniu z tamtym okresem a nie mogę się do tego kompletnie zebrać i zaraz mnie nudzi. Może to też kwestia tego, że na początku te czynności były dla mnie wyzwaniem i miałam frajdę z uporaniem się z nimi? Teraz, kiedy przestały być wyzwaniem stały się nudne? Wcześniej były też jakby odskoczn...

Dzień 36. Spacer 😍❤️ Torba.

Obraz
  Dziś będę spała jak dziecko! :) I rozpiera mnie duma z samej siebie :D Ale zanim to najpierw kolejna torba skończona: I na razie koniec dziergania ze sznurków farbowanych tak mocno bo dostałam normalnie uczulenia na ręce!! Już raz tak miałam. Zostały mi dwie włóczki sznurkowe, którymi robi się totalnie mozolnie więc zapewne będę robiła miesiąc do filmów na zmianę z chodzeniem. ~~~~ Dobra, a teraz z czego jestem dumna :) Dziś planowałam od rana jakieś porządunio uskutecznić. Cokolwiek. Nawet pytałam Alexa czy mogłabym już łyknąć tabse na adhd bo taaaak mnie to sprzątanie nuuuudzi śmiertelnie, że po godzinie zajmuję się czymś bardziej przyjemnym. A melina jak była tak jest. Napisał, że jedyne ryzyko u mnie to nadmiar działania po tabsach, znając mnie na bank przesadzę, a ponieważ jeszcze plamię to lepiej abym sobie odpuściła. Akurat ta nuda w sprzątaniu i przerwy działają na moją korzyść w okresie rekonwalescencji. No to kłerwa odpuściłam, choć oczywiście już mnie stresuje, że zost...

Dzierganie serialowe: torba plażowa.

Obraz
  Znalazłam w końcu zastosowanie do moich sznurków, oto pierwsze z nich: Szkoda, że nie starczyło mi sznurka na ramiączka w jednym kolorze, ale dobra ;) nie miałam też sił aby np. zmieniać kolory co 3 rzędy, bo wtedy musiałabym też pochować końcówki ;) a aż taki mi nie zależało :D Plus to torba plażowa, a ja zazwyczaj ręce mam uwalone kremem do opalania, więc nie chciałam za jasnych.  I niestety też jechałam nieustannie na oparach, bo żeby w miarę się wbić w rzędy musiałam trzeci motek totalnie pociąć, co zresztą widać na ramiączkach, brakło np. różowego. Ale jak jest zawieszona to te różnice nie rzucają się w oczy ;)  To i tak był projekt do zajęcia rąk podczas oglądania seriali :D Ale myślę parę razy się przyda na plażę, bo lubię na kolorowo :) Myślę jeszcze, że być może od wewnętrznej strony przyszyję zatrzask.  ~~~~ Mam jeszcze jeden sznurek i włóczkę sznurkową.  Najbardziej nie wiedziałam co zrobić z tej włóczki by pasowało ale znalazłam epicki projekt i ma...

Wpis przy kawie. Melina :D

  Zmachałam się :D A burdello w mieszkaniu jeszcze większe :D Jak już niektórym wiadomo, ja świąt nie obchodzę, jedynie w nich uczestniczę na proszonym obiedzie rodziców. Dlatego dla mnie te dni są jak każde inne, stąd te plany ogarniania ;)  W ogóle odkąd mi gospodarka hormonalna się reguluje to mam tak ogromną potrzebę autonomii i totalnie niską tolerancję na wszelki przymus, czy narzucanie mi swojej woli przez innych...  To samo tyczy się mojej empatii i wymagania ode mnie zrozumienia i poszanowania: spoko, liczę tylko na to - jak nigdy wcześniej - że to będzie szło w dwie strony. ~~~~ Dobra, ale ja nie o tym chciałam :D Bieżnię mam fajnie ustawioną akurat pod wielki stół, który jest przesuwny (mam filcem podklejony więc łatwo nim po podłodze sunę), więc mogłabym np. robić wpis na bloga na stojąco.  Nie chcę kupować podwyższanego biurka, ale przypomniało mi się, że miałam kiedyś takie mocowane do ściany, które zdjęłam jak dostałam kanapę od brata ;) Na stole stoi ...

Dzień 31. Bieżnia. Odżywianie.

  I nastał ten dzień! Dziś ostatni zastrzyk! 😍 Już miejsca nie miałam gdzie je strzelać bo mi siniaki powychodziły, więc już szłam na boki. W niektórych miejscach tak bolało! W sensie... no dobra, ten krótki ból to serio żaden ;) ale jednak upierdliwe i już mnie męczyły te zastrzyki. Pamiętam, gdy szukałam w necie jak je robić (wiedziałam jak, ale szukałam jakichś pro tipów :D) i czytałam komentarze to ludzie pisali, że im bliżej końca tym bardziej zaczynają boleć i normalnie miałam tak samo! Mi się wydaje, że na początku to człowiek na znieczuleniach, skóra po operacji też pewnie mniej czuła bo jakieś nerwy poprzecinane, a z czasem wszystko się normalizuje i wtedy ciało staje się bardziej wrażliwe na ból. Plus początkowo głowa zajęta innym bólem. Ktoś też pisał, że ma 160 zastrzyków (!!!) 2 x dziennie! matko jak współczułam!  ~~~~ Ogólnie u mnie dietetycznie to rozpierducha totalna!  Przez zaparcia poleciałam w węgle, a one uruchomiły krakena... Postanowiłam, że dopóki ...