Dzień 31. Bieżnia. Odżywianie.

 I nastał ten dzień! Dziś ostatni zastrzyk! 😍

Już miejsca nie miałam gdzie je strzelać bo mi siniaki powychodziły, więc już szłam na boki. W niektórych miejscach tak bolało! W sensie... no dobra, ten krótki ból to serio żaden ;) ale jednak upierdliwe i już mnie męczyły te zastrzyki.

Pamiętam, gdy szukałam w necie jak je robić (wiedziałam jak, ale szukałam jakichś pro tipów :D) i czytałam komentarze to ludzie pisali, że im bliżej końca tym bardziej zaczynają boleć i normalnie miałam tak samo! Mi się wydaje, że na początku to człowiek na znieczuleniach, skóra po operacji też pewnie mniej czuła bo jakieś nerwy poprzecinane, a z czasem wszystko się normalizuje i wtedy ciało staje się bardziej wrażliwe na ból. Plus początkowo głowa zajęta innym bólem.

Ktoś też pisał, że ma 160 zastrzyków (!!!) 2 x dziennie! matko jak współczułam! 

~~~~

Ogólnie u mnie dietetycznie to rozpierducha totalna! 

Przez zaparcia poleciałam w węgle, a one uruchomiły krakena...

Postanowiłam, że dopóki mam zastrzyki przeciwzakrzepowe to jeszcze sobie odpuszczę, bo mam wsparcie :D ale jak się skończą: koniec ze wrzucaniem w siebie byle czego, o każdej porze (!) bo pory posiłków też rozjechane na maksa.

Chcę wrócić do rutyny posiłkowej. I do zdrowszych wyborów. 

I teraz jak stosuję hormony widzę jak odpowiednia ilość białka jest turbo ważna!!! 

Wczoraj go było zdecydowanie mniej i caaaaaaały dzień latałam do lodówki!!! OKROPNE!!!!

Czułam, że wybuchnę a nadal byłam nienajedzona 🙈🙈🙈🙈🙈 nie da się tego opisać...

Alex mi fajnie napisał, że gdy na talerzu jest mniej niż 25-30% białka to mam traktować taki posiłek jak przekąskę (!!!) i jak to do mnie przemówiło! 😍😍😍 

Człowiek ma wrażenie, że jak zje ogromną ilość żarcia to już posiłek. Nie! same węgle nie będą pożywne dla organizmu! To nadal przekąska, bo organizm nadal nie zaspokoił potrzeb na pełne makro!

Plus wymyśliłam sobie, że dla ułatwienia dzielę lodówkę na pół i w jednej części same białkowe rzeczy, w dolnej same węgle (warzywa) i wtedy tez łatwiej sięgać po jedzenie: biorę coś z górnej półki, coś z dolnej, dolewam tłuszcz i ewentualnie dobijam białko odzywką, i gotowe :)

Muszę tylko dziś zrobić porządek w lodówce i wylać wodę, bo zapomniałam jakiś czas temu domknąć drzwi lodówki i były całą noc lekko uchylone i teraz odtajała ;)

~~~

Ale wiadomo, nie mam do siebie pretensji o tę rozpierduchę, wcześniej te minimum 3 tygodnie to człowiek zuuuupełnie na czym innym skupiony. Teraz czuję, że to już odpowiedni czas na ogarnięcie się, przede wszystkim: przyszła naturalna ochota! bez zmuszania, więc trzeba wykorzystać! :)

~~~~

Dziś tak w ogóle mam ogromną ochotę na ogarnięcie paru rzeczy :) 

Ogólnie podoba mi się, jak wiele sobie odpuszczam po południu czy wieczorami. Gdy czuję, że siły już mniej choć głowa by chciała to odpuszczam: wolę wstać rano na świeżo i podziałać :) 

W końcu mam wolne ;) a po operacji legalny reset i melinę ;D Nawet nie kiwnęłam palcem jak była u mnie coroczna kontrola gazu ;) no dobra, tylko stanik przy panu ściągnęłam z linki w łazience :D ale garnki i patelnia zostały na uwalonej nieco gazówce :D a w doopie miałam! 

Ale od paru dni już za mną chodziła chęć oporządzenia, głównie odkąd mam bieżnię. Bo przestrzeń się zmniejszyła i kombinuję jak tu jeszcze jej trochę uzyskać ;)

Plus ostatnio u nas w ciągu dnia słonecznie i ciepło było, a ja wciąż w zimowych ciuchach szłam na zakupy czy spacer i taaaaka przegrzana byłam! I mam ogromna chęć pochować ciuchy zimowe i wyjąć wiosenne. Dziś wypiorę zimowe kurtki tak myślę.

~~~~

Aaa, no i przy okazji muszę wspomnieć o bieżni - jestem w szoku jak uwielbiam! Zapewne to ustawienia głowy i połączenie: mało ruchu -> zaparcie, ale obecnie zero oporu aby na nią wejść! Oczywiście wchodzę po kilka razy dziennie jak już czuję, że za długo siedzę, albo ktoś mnie wqrwi przez telefon :D (bo zamknięcie miesiąca i wydzwaniali ;)) to siup na bieżnię!

I nie na bieganie bo nie mogę póki co (ale i tak z góry zapowiedziałam, że to się nigdy nie wydarzy bo nienawidzę biegać :D) tylko właśnie na spokojne dreptanie. I tylko do czasu aż osiągnę jedną z trzech rzeczy: albo do 15 minut, albo do 1000-1500 kroków, albo 50 kcal spalonych :D wybieram sobie takie właśnie cele, więc serio na lajcie i to powoduje, że nie męczę się w ogóle a wręcz relaksuję i ciągnie mnie na bieżnię non stop! Meeeega! 

I widzę jak siły przybywa, bo na początku zaczynałam dreptać na 1 poziomie (jest 12 poziomów, na ostatnim to bieg z prędkością 10 km/h), a teraz na 3-3,5 poziomie. Ponoć chodzenie jest do 6 poziomu, powyżej to już bieganie. 

Anyway, póki co uwielbiam chodzić na bieżni! 💪❤️

Dobra, kawa wypita to idę ogarniać bo już mnie nosi 😁

~~~~

EDIT: teraz mnie naszło, że to był dla mnie najlepszy okres na bieżnię!!! bo właśnie przez to, że nie miałam żadnych oczekiwań względem biegania, czy nie wiem: wytopienia na niej nie wiadomo jakiej ilości tłuszczu, plus zdrowotne ograniczenie: nie zajechałam się na początku, więc i mózg się do niej nie zraził. I dzięki temu opór aby na nią wejść praktycznie nie istnieje a wręcz mnie do niej ciągnie! Dla mnie to najcenniejsza lekcja o mnie i moim mózgu! 💪😍

I teraz sobie właśnie porównuję bieżnię i mojego orbiego, do którego mam opór.. to właśnie dlatego, że jak już na niego wchodziłam to do upadłego... a potem to już codzienna walka ze sobą "czy znowu chcę się tak zmęczyć? czy mam na takie zmęczenie dziś siły?" a po robocie i przebodźcowaniu to tych sił nigdy nie ma...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.