Dzień 45. To i owo.

 Pół tygodnia minęło mi nie wiem kiedy...

W środę minęło 6 tygodni od operacji, tego dnia byłam też umówiona do fizjoterapeutki uroginekologicznej zgodnie z zaleceniami ze szpitala. Umawiałam się jakoś miesiąc wcześniej, więc na 17:00 bo myślałam, że już będę pracować. 

Dzień wcześniej babeczka zadzwoniła, czy mogę być jednak szybciej i przeniosła wizytę na 13:20. Jakoś po 12:00 dzwonią do mnie z kliniki czy dałabym radę już przyjść, bo komuś się auto rozkraczyło i nie przyjedzie. Spoko, ale ja do nich mam pół godziny pieszo ;) 

I mam wrażenie, że od tego czasu działam już na turbo speedzie ;) 

~~~~

Wizyta super, babeczka wszystko genialnie wyjaśniła na modelu, że gdy jest macica to pęcherz się o nią opiera, obecnie istnieje ryzyko, ze grawitacja będzie go wypychać i może być z czasem nietrzymanie moczu po paru latach, dlatego konieczne jest ćwiczenie mięśni dna miednicy. U mnie na razie nie wypada: sprawdziła podczas symulowanego kaszlu w różnych pozycjach.

Zaczynałam ćwiczyć w pozycji leżącej: fizjo włożyła dwa palce i miałam je unieść mięśniami dna miednicy w górę a następnie rozluźnić. I oczywiście pierwsze co to pośladki poszły w ruch, więc miałam ich nie używać. To kolejnym razem brzuchem się wsparłam ;) Też miałam go nie używać. To następnym razem uda poszły w ruch :D:D Lałam z tego, jak nie wiem! :D Fizjo momentalnie to wyłapywała i korygowała.

Najważniejsze w tym ćwiczeniu to właśnie wyizolowanie tylko mięśni dna miednicy, żeby ani pośladki, ani brzuch, czy uda nie przejmowały części pracy.

I co się okazało? Że ze skurczem tych mięśni u mnie nie jest źle, ale organizm jeszcze ich nie puszcza: jeszcze jest w trybie ochronnym po operacji i nie potrafię ich rozluźnić. Dlatego mam się skupić nie tyle na skurczu ile na rozluźnianiu, bo takie permanentne lekkie napięcie z czasem właśnie mocno może je osłabić.

Kolejnym etapem było to samo w pozycji siedzącej, co też było wyzwaniem, a w pozycji stojącej to już miałam wrażenie, że tam się nic nie dzieje :D Ale fizjo mówi, że to całkiem normalne po operacji, mam zacząć od ćwiczenia na leżąco i z czasem kolejne pozycje.

To była naprawdę fantastyczna wizyta! Dostałam zalecenia i za miesiąc kontrola.

Aaa, no i do 3 miesięcy mam dźwigać tylko 3-4 kg (!!!) powiedziałam, że mój plecak z laptopem to pewnie jakieś 3,5 kg a jeszcze jedzenie. Powiedziała, że jak na plecach to do 5 kg. Nadal zero dźwigania z podłogi ciężkich rzeczy, zero biegania, jak chcę cokolwiek oprócz chodzenia to jakaś lightowa joga, lekka praca z ciężarem własnego ciała, ale żadnych intensywnych ćwiczeń. OMG.

No ale dobra, w zasadzie to tylko kolejne 6 tygodni a jak teraz wrócę do roboty to jestem przekonana, że minie mi to tak szybko, że nawet nie będę wiedziała kiedy...

~~~~

W czwartek z kolei rano leciałam spotkać się z koleżanką, która mieszka blisko pracy, więc później poszłam do robo po skierowanie do medycyny pracy. Zasiedziałam się pytlując z koleżankami ;) Wracając zaszłam jeszcze do lekarza POZ umówić się na piątek po skierowanie o zakończeniu leczenia.

W międzyczasie zadzwoniła mama, która była w szpitalu na usg piersi, że czeka na kolejną wizytę w parku i poleciałam do niej z nią pospacerować. 

Wracając zaszłam do medycznego bo w pracy siedząc dosłownie chwilkę na krześle znowu czułam jakiś ucisk, jakbym miała piłkę w środku, więc postanowiłam kupić jakąś dodatkową poduchę na krzesło. Babka poleciła donuta. Ale ChatGPT mi potem napisał, że nie jest to dobre rozwiązanie dla mnie, powinnam mieć poduchę w kształcie U. W piątek udało mi się taką kupić w drugim medycznym.

Na 15:00 byłam umówiona do okulisty, było godzinne opóźnienie. Ale cieszę się, że to załatwiłam, bo do tej pory miałam okulary do dali, ale też lepiej mi się nimi czytało, a ostatnio już coraz częściej musiałam telefon czy kartki z tekstem coraz dalej odsuwać 🙈 W prawym oku miałam 0,5 a w lewym 2,75, teraz muszę już progresy: do dali mam obecnie o 0,5 mniej, ale do bliży w lewym oku 3,75 🙈 a w prawym 1,5. Jak zobaczyłam różnicę w tekście po założeniu tych szkieł do bliży to o mało się nie popłakałam, że znowu wszystko takie wyraźne! 

~~~~

Wracając od okulisty wlazłam do optyka, gdzie będę je robić (rodzina) i znowu popytlowałam chwilę :D Po drodze do domu akurat był otwarty bar koleżanki, więc poszłam do niej na kawę bo już taaaak mi się chciało! 

Wróciłam chyba około 20:00 i co się okazało? Wchodzę na to moje 4 piętro i szukam po drodze kluczy. Nie ma w żadnej kieszeni kurtki. To już wpadłam w totalną panikę, bo od razu zobaczyłam jak kładłam kurtkę u okulistki i w tym barze na krzesłach, może wtedy mi wypadły? Czasami na szybko dupnę w plecak, ale też nie było. Już miałam iść do mamy po ich kopie i od razu poprosić tatę o wymianę zamków w weekend, ale coś mnie tknęło i postanowiłam pójść na samą górę, czy przypadkiem nie zostawiłam w drzwiach... i były 🙈🙈🙈 

Pół dnia wisiały w drzwiach na zewnątrz... a przypomnę mieszka obok patola (choć ostatnio się nieco uspokoili)... I jeszcze w pośpiechu jak brałam gotówkę to reszty kasy nie schowałam tylko zostawiłam na zewnątrz... I w sumie teraz się cieszę, bo wiem, że na pewno nie zajrzeli, inaczej tej kasy by nie było i zapewne mojego medikinetu też nie. 

Ale tak mnie to przeraziło, bo wychodziłam w pośpiechu czyli tak jak każdego jednego dnia do pracy (!!), że od razu przyczepiłam do kluczy ogromny karabińczyk na długiej niebieskiej (=widocznej) sznurówce i teraz zanim wyjdę z domu przypinam się karabińczykiem do plecaka/torebki (do spodni nie mogę, bo teraz noszę takie z wysokim stanem bez szlufek). 

~~~~

Wczoraj jeszcze szłam do tego lekarza POZ, miałam przyjść do pielęgniarki, lekarz miał do mnie wyjść przeprowadzić wywiad i wypisać zaświadczenie, ale przypuszczam zobaczył, że kaszlę (dzień wcześniej jak wychodziłam było ciepło więc ubrałam wiosenną kurtkę ale jak wracałam zmarzłam konkretnie) i kazał przyjść w poniedziałek rano normalnie na wizytę :D

No i dobra, medycynę pracy mam w południe to zdążę. Na szczęście kaszel przeszedł. 

Dziś muszę na zakupy i koniecznie do weta po leki na nadciśnienie dla mojego Bluszarda. Miałam wczoraj bo nie było i wetka miała zamówić ale zapomniałam pójść ofc 🙈 Zapas mam, bo zawsze idę kupić jak wyjmuję ostatni listek.

~~~~

Do roboty nadal mam awersję 🙈🙈🙈 nie wiem jak ogarnę wszystko po powrocie. Pierwszy dzień pomiędzy lekarzami to będę wisiała na telefonie bo już kolejka ponoć ustawiona... Jedyne co mnie cieszy, to koleżanki powiedziały, że przez ten czas co mnie nie było to tyle się dowiedziały i nauczyły, bo musiały same poogarniać :D poznały nowe osoby, zobaczyły jak co miesiąc muszę się z niektórymi użerać, aż miały cofkę i w końcu zrozumiały o czym mówiłam, że moje wqrwy nie były przesadzone ;) 

Plus jak był szef to wspominał dziewczynom, że jedną najgorszą obecnie dla mnie robotę faktycznie ma na stałe przejąć gościu, który mnie w niej zastępował! to dla mnie największa radość! Choć już tydzień temu dzwonił do mnie kierowca, że za mną tęskni :D pytał kiedy wracam i czy przejmuję to z powrotem, powiedziałam, że mam ogromną nadzieję, że nie :D Był szczerze załamany, ponoć chłopak mnie zastępujący mocno zakręcony. Ja nie jestem logistykiem, ale układałam mu trasy z uwzględnieniem wielu aspektów aby miał jak najbardziej optymalne, chłopak z kolei ponoć zero roszad, daje jak leci, co czasami powoduje, że kierowca robi puste przebiegi, dwa razy dzień po dniu jeździ w to samo miejsce, itp. I żeby nie było: ja wcześniej też nigdy tego nie robiłam bo jestem od rozliczeń a nie logistyki, dopiero od nowych kontraktów zostałam do tej roboty przydzielona i od pierwszej trasy już tak działałam, więc 1,5 miesiąca zastępstwa to szmat czasu na ogarnięcie i dopieszczenie ;) tym bardziej, że on miał moje szkolenie, ja do wszystkiego sama musiałam dojść. Na ten moment to szczerze mówiąc dla mnie nie ważne jak to robi, ważne aby robił :D :D 

Ale miło było, jak w końcu choć kierowca docenił co stracił ;) Ale żeby nie było, ja go też doceniłam dopiero jak mi poszedł na 2 tygodnie urlopu :D gdy zastępujący go realizowali połowę zleconych zadań ;) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.