Popieprzenie z popapraniem.

 Czasu nie mam na nic kompletnie ale w końcu muszę zrobić ten wpis bo od niedzieli za mną chodzi.

I to taka kwintesencja mojego popaprania.

TL;DR: o tym popieprzeniu poniżej części zdjęciowej 😉

~~~

Jako Grinch wspominałam, że nie cierpię okresu świąteczno - noworocznego. 

Planowałam po krótkiej obiadokolacji wigilijnej zawinąć się do domu i poświęcić to wolne na ogarnięcie różnych rzeczy, w tym m.in. kontynuować porządki - jak to ja nazywam - "przedśmiertne" 😉 (czyli minimalizm, do którego uparcie dążę), pogadać z chatem GPT o diecie i sporcie, aby mi powyliczał co nieco, itp. Plus ogarnąć melinę w kuchni, bo choć ostatnio pozbyłam się wielkiej torby różnych kuchennych rzeczy i doprowadziłam kuchnię do takiego stanu ogarnięcia jakiego już dawno nie pamiętam - wystarczyło parę dni abym zrobiła jeszcze większą melinę niż przed... jestem totalna patusiara! 🙈😭

~~~

I jak się okazuje nie tylko kuchenna. 

Bo zamiast tego wszystkiego zabrałam się za... dzierganie.

Miałam sporo kupionych włóczek i to oczywiście dokładnie takich, jakie były pokazane na filmikach YT z tym co planowałam udziergać. Postanowiłam, że tak właśnie będę robić: jak sobie coś upatrzę to kupuję dokładnie taki sam rodzaj włóczki (ewentualnie inny kolor), wówczas nie muszę testować z ilościami oczek i wiem, że to co zrobię dobrze się ułoży. Wcześniej bywało, że upatrzyłam sobie jakiś wzór, ale miałam inny rodzaj włóczki i totalnie się rozjeżdżało lub np. beznadziejnie wychodził wzór, ogólnie było zawsze duuuużo prucia 😉

~~~

Anyway, mam tak, że jak przygniata mnie rzeczywistość to instynktownie mam ochotę na jakieś stand upy lub seriale komediowe. Tym razem naszło mnie na odświeżenie The Big Bang Theory i Young Sheldon. 

Samo dzierganie potrafi mnie znudzić, ale w połączeniu z oglądaniem - idealne, plus dzierganie powodowało, że nie chciało mi się jeść podczas oglądania, co jest u mnie totalnie zakorzenionym nawykiem i wręcz nieodłączne. 

~~~

Plus to zajęcie rąk dodatkowo mi się bardzo przydało bo jak pisałam lodówka prawie pusta, a ponieważ nie poszłam pomóc mamie jak obiecałam w związku z Wilmą - nie chciałam nic brać, żeby nie było, że przyszłam na gotowe i jeszcze wyżeram.. Mamcia i tak wcisnęła mi pierogi, które zostały i 3 ryby. Starczyło na śniadanie i obiad pierwszego dnia świąt a potem znowu nic nie miałam, więc jak zgłodniałam to wyżerałam orzechy, które dostałam w prezencie 😅 

I dziergałam. Jak siedziałam na dupie i ręce były zajęte nie ciągnęło mnie tak do podżerania, a jak przetrwałam pierwszy głód to po jakimś czasie przestawałam go czuć i mogłam na spokojnie opóźnić porę kolejnego posiłku. Efekt: w sobotę stwierdziłam, że brzuch mi ładnie spadł 😉 Co oczywiście nie potrwało długo bo otworzyli sklepy 😁

~~~

Ogólnie okazało się, że po roku czasu (albo i więcej minęło) od zakupu włóczek - nie pamiętałam co takiego chciałam z nich udziergać 😅 

Zaczęło się oczywiście od chęci dorobienia komina ściegiem jaśminowym do czapki, którą zrobiłam w ubiegłym roku, a na komin zabrakło mi już pary: 


[Zdjęcia robiłam wieczorem przy świetle, ponieważ za dnia i tak się nie dało: cały okres świąteczny już w południe było szaro i ponuro].

Pewnie na tym bym poprzestała, ale że było wolne to przejrzałam swoje włóczki i postanowiłam dokończyć też szal - komin, który robiłam dla bratowej (ona jest kolorowy kwiat, uwielbia ubierać się kolorowo, cały czas nosi buty każdy w innym kolorze 😉 kupuje dwie pary i miesza 😉 czasami i rękawiczki, itp. ogólnie ciuchy, dodatki - wszystko w kolorach).


Postanowiłam też dorobić czapkę ażurową, którą widać wyżej, ale czapka do szala była zbyt "gruba", plus pamiętałam, że gdy pokazywałam bratowej szal aby zdecydowała czy mam go połączyć w komin to chyba nie bardzo jej odpowiadało, że on taki cienki. Więc ostatecznie go sprułam i dorobiłam komin tym samym ściegiem co czapka:



Przeszukując YT w poszukiwaniu inspiracji a dodam, że ja uwielbiam komplety zimowe, czyli czapka i komin a mam tylko dwa (plus robią się turbo szybko a chciałam móc je skończyć w to wolne, żeby znowu na rok nie odkładać 😁), więc na ich poszukiwaniu się skupiałam i znalazłam taki wzór:


I to jest właśnie przykład robienia z innej włóczki niż wykorzystano na filmiku: muszę spruć czapkę i na nowo zrobić bo jest zdecydowanie za duża 😉 A już raz prułam, bo kupiłam tę włóczkę na inną czapkę, ale nie podobała mi się jak w niej wyglądałam. A w tej ze zdjęcia jest mi naprawdę ładnie! choć ścieg jest mocno dziurawy i na wietrzne dni się nie nadaje.

A na koniec czapka, do której dorobię koniecznie komin. Kompletnie nie pamiętałam co chciałam z tej włóczki zrobić rok temu. Teraz zaintrygował mnie ten ścieg muszelkowy, ale na filmiku czapka była zrobiona z włóczki jednokolorowej. A tu mi zaczął wychodzić totalny patchwork, co na początku niekoniecznie mi się podobało. Ale efekt końcowy powalił mnie na kolana 😉 zakochałam się, bo ja też uwielbiam kolory 😍


Odnalazłam też dwa projekty do zakupionych włóczek, które raczej będą długoterminowe, więc nawet się za nie nie zabierałam. Ale najgorsze, że ilość włóczek kupiłam na rozmiar M jaki w tamtym czasie nosiłam, a teraz na bank mi braknie a nie wiem już czy dostanę w tych barwach kolorystycznych, te ombre są ryzykowne i mówią, aby od razu kupować potrzebną ilość. No nic, to i tak będzie musiało poczekać.

~~~~

No dobra, a teraz o tym moim popapraniu: jestem tak dobita i przemęczona, że ten odpoczynek naprawdę mi się należał. Ale po wszystkim miałam tak ogromne wyrzuty sumienia - i do tej pory mam - że zmarnowałam ten czas na dzierganie. Że nie potrafiłam podzielić go sobie na realizację zaplanowanych czynności a np. wieczorem na dzierganie. Nie, ja musiałam do bólu aż skończę.

I jak mówię do bólu to dosłownie: do bólu kręgosłupa i zarywając noc, bo chodziłam codziennie po 3:00 spać... Wstawałam o 10:30 z przerwą o 7:30 na zaaplikowanie tabsów kotom...

~~~~

Podsumujmy: zamiast planowanej regeneracji, poogarniania, zaplanowania posiłków i ćwiczeń oraz zadbania o higienę snu skończyłam z meliną, wyrzutami sumienia i długiem snu, którego nie odrobię, i totalnym zaburzeniem chronobiologii... 

~~~~

A ponieważ to już milionowy raz, kiedy nie trzymam się założeń to ja już zwyczajnie nie wierzę w zmianę, że jest ona jeszcze możliwa w moim przypadku.

To jest wątek na dalsze rozwinięcie ale niestety muszę iść do roboty.

Cdn.

[Teraz mnie naszło, że z powodu mojego totalnego niedoczasu na co dzień może być wiele takich wątków, które będę kończyła tym skrótem... czyli opis bloga trafiony 😁 miałam po uzupełnieniu opisu to po prostu usunąć, ale chyba jednak zostawię. Pasuje do mnie 😉]



Komentarze

  1. Ależ Ty szybko i dużo w tak krótkim czasie nadziergałaś!! Mnie słabo idą czapki, trudno mi w rozmiar trafić, nie tykam tych, w których hula wiatr, więc od razu muszę podszywać jakimś polarem od spodu, za co zbieram nagany od dziewiarskiego świata. I ja szyć nie lubię. Twoja ostatnia czapa świetna 🤩

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapewniam żaden wyczyn bo wszystko się w miarę szybko robi, plus nie pytaj ile siedzenia na tyłku to było ;) więc miałam totalne wyrzuty sumienia, że tyle czasu bez ruchu. Co do rozmiaru to mam to samo: niby jak zakładam na głowę spoko ale włóczki lubią się rozciągać i po jakimś czasie robią się workowate. Nawet zrobienie ciasnego ściągacza czasami nie wystarcza. Widziałam, jak laska np. ściągacz namacza wodą, po czym rozciąga i igłami przyczepia do piankowej maty do wyschnięcia, wówczas staje się on rzeczywistych rozmiarów. Ale z moją cierpliwością to nie przejdzie :D W tej pierwszej czapce ze zdjęcia w tym roku wszyłam gumkę ściągaczową ;) I totalnie rozumiem, że jako osoba z taką aktywnością zewnętrzną podszywasz czapki polarem, ja akurat ze swojej kupnej wyprułam, bo mi się za szybko włosy przetłuszczały :D

      Usuń
    2. I jeszcze miałam dodać, że z kolei Twoje dzierganie chust, sweterków czy skarpet to już moim zdaniem level mistrzowski, czapki to raczej są dla amatorów, do których się zaliczam ;) I dla mnie dzierganie miało być na film, aby ręcę coś robiły a uwaga na filmie zachowana, a przy chustach np. to musiałabym chyba cały czas zerkać do filmiku instruktażowego, dlatego się za nie nie zabieram ;) U Ciebie już widać każdy ścieg jak maszynowy: równy, perfekcyjny. U mnie nadal totalnie chałupniczo i amatorsko :D

      Usuń
  2. Piekne te dziela ale najbardziej mi sie podoba ta czapka ostatnia. Cudo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mi też! :) a najmniej mi się podobała na początku i miałam zaniechać robienia ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

ChatGPT. FITBODY. Same old, same old.

AI, Chat GPT.