Wilma ❤️

 Byłam dziś z moją kotką Wilmą (którą na co dzień nazywam Lula, Lusia, Lunia) u onkolożki. 

Jak zrobiło się zimno jej zęby stały się bardzo wrażliwe na zimną wodę z fontanny. 

To była turbo szybka akcja: umówienie na echo serca i badania krwi - czyli pakiet przed zabiegiem czyszczenia/usuwania zębów.

Chciałam od razu usg, ale to za dużo na jeden raz dla zwierzaka. 

Z sercem wyszło wszystko w porządku, co wetka skwitowała, że mam niebywałe szczęście, ponieważ ragdolle są obciążone genetycznie i bardzo często problemy z sercem. U niej nic a ma już ponad 15 lat.

Miała robiony pomiar ciśnienia, wyszło na granicy, ale no sorry! 12 h bez jedzenia, więc i mało spała z głodu, była już na maksa wnerwiona, do tego to echo 40 minut... ja bym miała ciśnienie 200... postanowiłam przyjść na pomiar, kiedy jest najedzona i wyspana, i nie ma żadnych innych badań.

~~~~

Miałam już umówiony termin u kociego dentysty i w międzyczasie zrobiłam kontrolne usg jamy brzusznej. Wetka wyjątkowo długo ją badała, ja już byłam totalnie zestresowana, bo widziałam, że cały czas jedną rzecz ogląda na różne strony. W totalnym skupieniu i bez słowa.

W końcu - co zdarzyło mi się pierwszy raz w życiu i spowodowało, że o mało zawału nie dostałam - wetka przeprosiła, wyszła na korytarz i poprosiła właścicielkę hałasującego pieska, aby go jakoś zajęła i uspokoiła lub wyszła na chwilę na zewnątrz, ponieważ nie jest w stanie wykonać badania... Wiedziałam już, że jest źle.

~~~~

Okazało się, że był węzeł chłonny powiększony do jak najszybszej konsultacji z onkologiem. 

Szczęście w nieszczęściu akurat tego dnia wizytowała onkolożka z Gdańska, z którą współpracuje lecznica (przyjeżdża raz w miesiącu!) i od razu zostałam umówiona na wizytę.

Usłyszałam wstępnie, że jest to patologiczna zmiana, powiększone węzły chłonne w jamie brzusznej to najczęściej chłoniak i konieczna biopsja. Zmiana okazała się być blisko skóry więc powinno się udać. 

Jak się dowiedziałam, że będzie to na żywca, w sensie bez znieczulania, itp. to znowu mikrozawał. Wetka pyta, czy mdleję na widok krwi, mówię, że nie, ale jestem przerażona jak utrzymam kotę i czy nie będzie się szarpać podczas wbijania igły.

Dałam radę, choć niestety Wilma już tak się wierciła, że udało się pobrać materiału na dwa szkiełka, co okazało się za małą próbką. 

~~~~

Umówiona zostałam na dziś na biopsję gruboigłową, co oznacza cięcie przy pełnej narkozie i pobranie wycinków do badania. Wcześniej nie mogłam, ponieważ musiała poczekać przynajmniej dwa tygodnie od poprzedniej narkozy.

Okazało się, że był to guz, który na szczęście nie miał nacieków, plus podczas wyłuskiwania łatwo odrywał się od ścian, co też ponoć świadczy o raczej łagodnym nowotworze. Jeśli badanie histopatologiczne potwierdzi łagodność guza to właściwie na tym będzie koniec leczenia.

Jeśli będzie inaczej, to niestety nie można było usunąć tego węzła chłonnego, więc nie było potrzebnego zapasu - wtedy zostaną włączone leki, które ponoć koty bardzo dobrze tolerują. 

Na razie stosuję klasyczne wyparcie. 

~~~~

Wetka mi pokazała zdjęcia tego guza i jak wyglądały jej jelitka już po wyłuszczeniu. Nie jestem wrażliwa, przy swoich operacjach też chciałam oglądać, ale ten guz chyba będzie mi się jeszcze długo śnił... cały czas mam go przed oczami. 

Dostałam zalecenie aby ubrać jej kubraczek jeśli będzie się za bardzo interesować blizną. I co? To jest hit! Wilma po każdej narkozie ma takiego turbo speeda, że muszę ganiać za nią aby sobie krzywdy nie zrobiła i dlatego zawsze biorę dwa dni wolnego. 

A w kubraczku? Pach i powaliła się na bok 😁 dobrowolnie weszła najpierw do kontenerka, potem do legowiska i całe popołudnie przysypiała z oczami jak alien. No nie wierzę! 

W domu tak mi ciśnienie zleciało, że powaliłam się przy niej na podłodze i normalnie razem z nią odlatywałam...

~~~~

Najgorsze dla mnie to przechodzenie tego wszystkiego w pojedynkę. Nie sądziłam, że w czasach, kiedy moje koty będą chorować, czy odchodzić będę sama.

Do tego wszyscy wokół wiem, że myślą: żałosna stara panna, nie ma dzieci to wydaje na koty... to tylko zwierzę. I przewracają oczami, że wymyślam i mnie porąbało...

Mama ciągle przywołuje przypadek kuzynki, że wydała 4 tys. na leczenie psa a on i tak odszedł (użyła słowa na "z"). To głupota wydawać tak kasę, bo to tylko zwierzę. Wnerwiłam się i powiedziałam, że dla mnie głupotą jest wydawanie 12 koła na trumnę aby truchło w niej zgniło po śmierci, że wolę wydawać kasę na żywych a nie martwych.

Inny opowiada, jak dzieciak z rodziny z chomikiem chodzi do weta i płacą 200 zł a nowy kosztuje 40,-... no i co w związku z tym? jeśli mojego Blusiczka przygarnęłam za darmo to teraz jak zachoruje mam się go pozbyć? bo taniej przygarnąć nowego?? W jakim celu mi to mówią???

~~~~

Rzyg@m tymi tekstami! 

Ogólnie miałam w planach spruć się bardziej, ale strasznie mnie muli a muszę jeszcze do roboty 🙈🤦‍♀️ Mam wolne dziś, ale muszę na jutro coś przygotować niestety...

A w dodatku mój kochany Blunio ❤️ grzeje mnie swoją doopcią, bo przyszedł do mnie spać i jak to szczęście teraz porzucić na rzecz pracy 😭😭😭

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

ChatGPT. FITBODY. Same old, same old.

AI, Chat GPT.