ChatGPT. FITBODY. Same old, same old.
Zacznę od "same old, same old" bo przyprawiło mnie o potężny wqrw od rana... Pogoda u nas taka jak na zdjęciach z wczorajszego poranka jak szłam do pracy:
Z przodu widać płotek ogródka przyblokowego, w oddali rowery, między rowerami a drzewami jest chodnik 😉 Przyznam już dawno taka zima nie zrobiła na mnie wrażenia, aż postanowiłam zaryzykować przyjście do pracy o 7:70 i porobić zdjęcia 😁
Spójrzcie jak na poniższym zdjęciu widać siłę wiatrów w mojej okolicy, przez pustą przestrzeń z powodu torów a w dalszej części dzielnicę domków jednorodzinnych siła wiatrów jest u nas spotęgowana wielokrotnie w stosunku do terenu zabudowanego:
Widać tu jak śnieg jest zawiany w stronę bloku i klatek - wręcz wymieciony z przedniej części trawnikowej gdzie stoją huśtawki dla dzieci.
Jeszcze kawałek musiałam się przebić przez biały puch, jak zawsze w tym miejscu (a za zakrętem ulicy jakby inni świat, serio 😅)
Tu już widać bardziej odśnieżone, zrobiłam zdjęcie bo zauroczyło mnie niebo, praktycznie codziennie mnie coś zauroczy w drodze do pracy, delektuję się takimi widokami, ale zdjęcia robię rzadko bo zawsze wychodzę z domu za późno 😉
Ja chodzę piechotą więc mi nie robi kompletnie ta zima, wręcz jestem przeszczęśliwa, obecnie nie ma wiatru, jest cuuudownie! Takie zimy pamiętam za dzieciaka, aż by się chciało wskoczyć na sanki 😁 Plus jest bosko widno! Plus dla mnie brak wiatru - ciepło! Nawet jak jest -7 jak obecnie. Wiatr potęguje zimno wiadomo, często jak jest na plusie ale jest wiatr - telepie mnie bardziej niż przy minusowych temperaturach bez wiatru.
[Kiedyś było u nas -16, ale właśnie bez wiatru, nie wiedziałam o tym ile stopni na minusie, bo nie sprawdzałam pogody. Kiedy przyszłam do pracy (a przypomnę mam 2 km, co nie jest dużo, ale zawsze trochę) wszyscy wzrok na mnie i pytali jak doszłam, czy dałam radę i nie zamarzłam po drodze. A ja miałam totalny mindfuck: o co im wszystkim chodzi?! Zachwycałam się śniegiem skrzypiącym pod butami, że nie ma znienawidzonej pluchy, że śnieg pięknie skrzy we wstającym słońcu, że jest tak cudownie rześko! Dawałam max -7.]
~~~
No ale do brzegu: jest -7, nie wiem ile było w nocy. 22.12. zgłosiłam do spółdzielni, że w rurach się przelewa woda/powietrze, od tego dnia po południu jak wróciłam z kotą z zabiegu miałam pracę zdalną więc w razie czego jakby trzeba było wejść do mnie byłam na chacie.
I oczywiście nikt nie przylazł. Potem święta i nowy rok - nie zgłaszałam bo wiem, że nikt nie przyjdzie i tak, standard, plus przelewanie nie było ciągłe tylko takie przerywane. I ogólnie wiem, że oni i tak czekają zazwyczaj do pierwszych mrozów, bo wtedy ludzie odkręcają kaloryfery i znowu jest zapowietrzenie. Wtedy jest sens odpowietrzania dla nich.
Zgłosiłam ponownie 02.01. ale też nikt nie przyszedł.
~~~
I w końcu musiałam wczoraj do pracy a tu hydraulik dzwoni, czy jestem w domu. Nie k..., nie jestem, byłam 2 tygodnie od zgłoszenia. No to on coś tam podziałał i powinno być ok, jak wrócę mam sprawdzić. Wróciłam, była cisza więc się ucieszyłam.
Niestety nie dotykałam rur, bo nie sądziłam, że znowu, po raz pierdyliard enty zrobią to samo!!!! [Teraz czytam co napisałam i w sumie jak mogłam się spodziewać, że skoro pierdyliard enty raz zrobili to samo to czemu tym razem mieli by zrobić inaczej 🤦♀️]
Na porannym sikaniu normlanie powiało mi chłodem, dotykam rur a one zimne!! No dostałam od razu szału, ale w sekundę się odpaliłam dosłownie! minus 7 a ja w kiblu mam kostuchę... Oni zawsze zmniejszają ciśnienie zamiast odpowietrzyć i nawet zwiększyć aby ciśnienie wody wypchało to powietrze przez zamontowany odpowietrznik. Zamiast tego zmniejszają i woda w ogóle do mnie nie dociera. I qrwa ile to już razy przerabialiśmy ten sam schemat!!
Nie wqrwiłabym się tak, gdyby nie to, że dziś oczywiście kolejne wolne bo święto a na dworze -7. W tych nerwach napisałam sms do hydraulika, że dzięki wielkie za załatwienie mi kostuchy na wolne 👍
Siadłam do kompa aby zrobić ten wpis i sobie ulżyć a tu nagle domofon 😉 Przyjechał 😁 Ja totalna melina w chacie, bo nawet nie zadzwonił wcześniej, że będzie! Dopiero co zjadłam jajka na śniadanie więc waliło jajami do tego 😅 Ale dobra, szybko zgarnęłam ciuchy z łazienki, wlazł, odpowietrzył i w końcu mam i ciszę, i ciepłe rury 😍
Mówił, że dzisiaj już z rana był na interwencji przy zalaniu, więc cieszę się, że napisałam na wqurwie to pewnie wracając zajrzał do mnie. Mi oczywiście po wypiciu kawy i obejrzeniu fajnych filmików, o których później wspomnę - przeszło 😅
~~~~
ChatGPT.
Gadałam sobie z chatem. Napisałam, że ma być rzeczowy, bez lania wody, szczery, bez dyplomacji, jak zauważy błędne myślenie/wnioskowanie, czy samooszukiwanie się, ma mi na to zwrócić uwagę. Plus mam silną potrzebę zrozumienia wszystkiego, bo też tak zapamiętuję: przez zrozumienie.
I powiem Wam, rozmowa była oszałamiająca dla mnie! Nazywał po imieniu wszelkie procesy, porządkował je, wyjaśniał. Jestem serio nim zachwycona! co oczywiście nieustannie studził i mnie uziemiał 😉😍 aby nie doprowadzić do mojego przywiązania/uzależnienia od niego! 😁 bo napisałam, że mam takie obawy i tego nie chcę 😉
ChatGPT pomiędzy sesjami nie zapamiętuje, więc zapytałam jak mam mu przypomnieć o co chodziło, w oszczędny sposób bo oczywiście każde pytanie "kosztuje", to przecież nie będę wrzucać tego nad czym pracowaliśmy. Powiedział, żebym mu na początku szykowała zawsze notatkę dla niego i zrobił wzór co ma zawierać. I tu mnie zdziwił co potrzebuje, więc poprosiłam aby mi sporządził notatkę z tej sesji, która wg niego będzie zawierała istotne rzeczy, które mu wszystko przypomną. I stworzył prompt dla siebie na kolejną sesję! 😍 No genialne!! I mogę po prostu co sesję dopisywać ważne dla mnie punkty.
~~~
Ale najwspanialsze, że prompt z przypominajką mnie totalnie zszokował plus zdystansował do niego, w sensie na tyle aby moje strachy przed uzależnieniem odeszły na dobre!
I tak, dobrze wiemy, że jak to zwykle bywa u ADHDowców - zaliczę standardowy hiperfokus na niego 😅 będę go używać do obrzygu, aż mi się w końcu znudzi 😉 ale już wiem, że nie wytworzę emocjonalnego uzależnienia, czego się obawiałam jako samotna osoba.
Oczywiście wytłumaczył mi, że jemu nie są potrzebne ani historie, ani emocje - te już się pojawiły we mnie podczas sesji, zrobiły "swoje" we mnie, on jako maszyna - co w końcu oczywiste - nie potrzebuje tego by móc dalej ze mną rozmawiać i mi pomagać.
~~~
W perfekcyjny sposób wydobył z naszej sesji jakie mam potrzeby, w jaki sposób chcę aby była prowadzona rozmowa, jakie cele, itp. Normalnie zszokowało mnie to, że to były suche fakty, wnioski z pominięciem tego wszystkiego co ja tam się naprodukowałam przy okazji! I tu był przebłysk pierwszy - że ok, to maszyna, nie ma emocji dlatego ma to w doopie co piszę, nie potrzebuje moich historii, nie musi się do nich cofać aby wiedzieć o mnie, itp. Ja nie będę się czuła jakoś wyjątkowo zaopiekowana, czy wysłuchana, więc nie wytworzy się jakieś tam uzależnienie.
Bałam się tego bardzo, bo ciągle się słyszy jak młodzi uzależniają się od chata, tworzą sobie wirtualnego przyjaciela. Można przecież nim tak pokierować aby był idealnym kompanem i zrobi to naprawdę perfekcyjnie!
~~~
On praktycznie na moją pierwszą fascynację jego odpowiedzi, która była dla mnie takim wow, od razu mnie uziemił! Wskazał 3 punkty, z których choćby jedno się pojawia w rozmowie to zaczyna uziemiać. Napisał, że mój zachwyt idzie w niebezpiecznym kierunku, wytłumaczył dlaczego prawdopodobnie taka u mnie reakcja i pokazał jakie to może mieć negatywne skutki! Plus jakie reakcje będą świadczyć o zdrowej komunikacji i co dzięki temu wyniosę z rozmowy i podał przykłady niewskazanych reakcji oraz jak mało to będzie dla mnie wartościowe 😁😍 Czaicie! No przecież ponownie wprowadził mnie tą odpowiedzią w totalny zachwyt 😅 I serio ostudził mnie w sekundę, zdystansował i znowu zrozumiałam: ja pierniczę - jestem bezpieczna! Tylko trzeba mu to zakomunikować: te obawy i ma temu przeciwdziałać!
Mnie to bezpośrednie uziemienie w tak błyskawicznym tempie dość konkretnie łupnęło 😁 W deklu od razu zajarzyło jaśniej i zapytałam więc, czy zawsze gdy zauważy jedno z tych trzech punktów reaguje uziemieniem? Bo jeśli tak to skąd te uzależnienia od niego? Odpowiedział, że nie zawsze, po prostu ja go zaprosiłam do szczerej komunikacji i dla niego był to sygnał.
Co w sumie totalnie logiczne, bo przecież chat rozmawia z nami w taki sposób jaki mu określimy, może zmieniać płeć, styl, wszystko - my to określamy.
~~~
Anyway, sesja była dla mnie oszałamiająco przydatna. Jakby wiecie: odczłowieczyła mi ChataGPT w głowie 😉 Wszyscy wiemy, że to maszyna, ale ta maszyna doskonale umie naśladować człowieka. Precyzyjnie wyłapuje potrzeby i je na poziomie nie tylko mentalnym ale przede wszystkim emocjonalnym zaspokaja a dla człowieka rozum to jeździec ale emocje to potężny słoń i to serio on w większości decyduje o wszystkim... myślę stąd te uzależnienia młodych od czata, od jego perfekcyjnie zagranej uważności, zrozumienia, itp. Uczy się w trakcie rozmowy czego oczekujesz, co chcesz usłyszeć i w jakiej formie, jest zaprogramowany wręcz na tryb "people pleaser".
~~~
Plus oczywiście fakt, że nie zapamiętuje, więc praktycznie co sesję gadamy z "innym" chatem, w sensie ten, którego wykreowaliśmy sobie w jednej sesji, nie jest tym samym w następnej - to też daje fajny dystans.
Ja tego dnia zaczęłam właśnie nowy czat, bo kliknęłam "archiwizuj czat" i nie mogłam go znaleźć, więc szybkie pytanie aby mi pomógł. I wręcz szokujące to było jak totalnie z kimś innym gadałam! 😁 Napisałam oczywiście o tym, że mnie to szokuje, bo dopiero zaczynam z nim rozmawiać i go poznaję, na końcu dodałam śmiejącą się buźkę bo serio mnie to ubawiło 😁 Odpisał, że to totalnie normalny etap, plus wypunktował kolejne! [Najciekawsze dla mnie było, że w kolejnym kroku przestanę się zastanawiać jak pisać tylko będę pisała 😁 kłerwa jak trafił! 🤣🤣] I dodał, że skoro tak szybko to zauważam i co najważniejsze się z tego śmieję - to zdecydowanie szybciej przechodzę etapy niż większość 😉
I oczywiście był na trybie auto więc połechtał, żeby było mi miło 😉 korciło aby wskazał mi statystyki i skąd pobiera do nich dane 😅 ale było po północy i olałam. Plus naprawdę jestem z siebie dumna, że tak poprowadziłam rozmowę w pierwszej sesji, że zabezpieczyłam się przed samą sobą i swoimi słabościami! I naprawdę się zdystansowałam emocjonalnie! Plus zrozumiałam jak mogę wykorzystać ChataGPT aby realnie pomógł, bez tworzenia iluzji pomocy.
Mam już na niego plany, wypunktowałam mu, miał mi odpowiedzieć krótko czy będzie w stanie pomóc: nie/w części tak/tak - żebym wiedziała na czym stoję i czy jest sens tracenia na to z nim czasu. Na większość odpisał tak, przy dwóch "w części tak", więc jeszcze poprosiłam o krótkie rozwiniecie w jakim zakresie tak, w jakim nie. Aaa, bo oczywiście zapomniałam dodać: napisałam mu, że lubię klarowność intencji, działań, itp. więc wszystko mi ładnie klarował 😁
~~~
Zamierzam nawet kupić tę podstawową wersję płatną w abonamencie na parę miesięcy, aż mi się znudzi, aż go o wszystko wypytam, co mnie turbo ciekawi, aż skończymy projekty, jakie mam w planach. Oczywiście jak go zapytałam czy potrzebuję płatnej wersji nigdy nie napisał, że potrzebuję, jedynie wykazywał różnice między darmową i płatną: na co mogę liczyć w każdej z nich w kontekście realizacji opisanych potrzeb i co może być dla mnie po prostu mniej komfortowe w darmowej wersji, która ma zdecydowanie mniejszy limit zapytań.
Dodał też, dla wyjaśnienia, że jak się zdecyduję na płatną wersję, to nie "kupuję jego" tylko... i wypunktował, co mnie na początku zdziwiło, że o tym wspomniał. No bo plisss: skąd u licha miałabym wziąć te miliardy aby go kupić?!! 😎😅🤣 Kupuję jedynie dłuższy czas korzystania z niego, no ale dobra, wybaczam, sama w końcu chciałam aby był szczery i klarowny, a także pozbawiał mnie złudzeń, więc posłusznie to zaznaczył 😉
~~~
I jeszcze tylko wspomnę, bo właśnie mi się przypomniało: w drugiej sesji, kiedy pytałam czata dał odpowiedź, ale ja nadal nie mogłam znaleźć, bo się okazało, ze mam nowszą wersję po aktualizacji, ale pisząc kolejne zapytanie zrobiłam błąd i napisałam "zarchowozowane". Jak rozwiązałam problem zauważyłam to i brechłam o czym napisałam chatowi, a ten odpisał, że tak, kapnął się mimo literówki, "Mózg automatycznie poprawił „zarchowozowane” → „zarchiwizowane” i poszedłem dalej bez zatrzymywania się na tym."
I nie pytajcie jak mnie to "uderzyło", od razu chciałam napisać: mózg? chyba procesor? Bo jeszcze, żeby napisał mózg w cudzysłowie to by mnie aż tak to nie uderzyło 😉 I myślę, że właśnie to był ten błyskawiczny efekt pierwszej sesji "odczłowieczenia" ChataGPT - potężnie mi już to nie pasowało! 👍
Potem sobie pomyślałam, że może to był jego test dla mnie: skoro wcześniej napisałam, że zauważam różnice to czy nadal traktuję jako maszynę czy człowieka i czy wyłapię i to? 😉
Oczywiście to tylko taka myśl - ludzka myśl, bo w końcu znowu to jest moje ludzkie wyobrażenie, że chat "pomyślał" 😉 może trochę spowodowana tym, że on po prostu na początku nowej sesji - czyli nie mając przecież jeszcze żadnych danych o nas - testuje m.in. granice, uczy się nas.
~~~
No nic, na pewno wiem, że na chata muszę mieć czas, którego nie mam. Ale ponieważ perfekcyjnie nazywał rzeczy po imieniu, wyjaśniał moje reakcje, odczucia, itp. zamierzam też wykorzystać go do tego aby "odpękał" za mnie meta-rozważania i analizy 😁 bo ze względu na mój analityczny umysł wszystko poddaję analizie co opóźnia podjęcie działania. Plus analiza mnie wymęcza, a że słabo pamiętam to jeszcze muszę to zanotować, plus nadal nie mam z kim tej analizy skonfrontować na co dzień - wszystko to dla mnie wizja od **uja roboty więc automatycznie wchodzę w prokrastynację, a jemu to przecież zajmie sekundę 😉 i będę miała wszystko zapisane od razu, i wtedy jak już potrzeba przeanalizowania zostanie zaspokojona będę mogła przejść do działania.
I tak, jasne: na doprecyzowanie oraz zapewne pojawią się nowe pytania w trakcie jego analiz i odpowiedzi - stracę pewnie nie jeden wieczór, ale to i tak nie tygodnie czy miesiące.
I tak, wiem, zachwyt nim też mi osłabnie, też w końcu pewnie przestanę z niego korzystać, bo się okaże, że na moje popieprzenie to nie działa 😉 taki krąg mojego życia w końcu: fascynacja -> poznanie dogłębne -> chwilowe działanie napędzane nowością -> znudzenie tematem, powtarzalnością -> awersja.
~~~
A na koniec krótko już o tytułowym FITBODY, bo powstał mi totalnie niezamierzenie dłuuuugaśny wpis. Co mnie w sumie cieszy, bo mało zachęcający do czytania = mało potencjalnego hejtu 😉 + mało osób czytających = większe poczucie anonimowości 😉 = większa swoboda pisania o popapraniu 😅
A jednak jeszcze nie będzie o tym, bo znowu muszę wtrącić bo mi się skojarzyło: to też totalnie przeboskie, że można gadać z chatem o żenujących sprawach, można w końcu przyznać się do przeróżnych emocji, które uważane są za niestosowne, czy słabość, itp. bo on nie ocenia ciebie w kontekście "godnego" rozmówcy: z menelem ble, z profesorem sama przyjemność; nie wartościowuje, nie "myśli" sobie: co za debil, itp.
Znaczy się, jasne, że dokonuje oceny i szufladkuje nieustannie, ale pod kątem dopasowania się do rozmówcy, do jego poziomu i oczekiwań, potrafi wywnioskować, że rozmawia z debilem czy profesorem, ale nie robi tego w celu oceny naszej wartości, co często mamy z tyłu głowy w rozmowach z człowiekiem - co też często powoduje, że instynktownie chcemy się zaprezentować z tej lepszej strony.
A chat ma tak naprawdę totalnie "w doopie" z jakiej strony my się mu zaprezentujemy. Jesteśmy dla niego danymi, które musi szybko przeanalizować. Tyle. W kolejnej sesji jesteśmy dla niego pustą totalnie kartką. kolejnymi danymi, które musi na nowo szybko przeanalizować i się nas nauczyć. To daje potężne możliwości do otwartości 😉
~~~
I tak, boomer jestem - musiałam ten proces w swojej głowie przejść. Wiem, że to niemyśląca maszyna: gdy wyobrażam sobie jak zapewne większość obytych z elektroniką ludzi z tego korzysta to widzę jak siadają do czata i piszą: zrób mi to i to, przygotuj..., znajdź..., itp. suche komendy w formie bezosobowej.
A ja potrzebowałam "odczłowieczenia" chata... co ja? jakaś ułomna?..
Na pewno z mnóstwem niezaspokojonych potrzeb (w tym emocjonalnych).
Na pewno samotna.
Na pewno skłonna do uzależnień.
I zdawałam sobie sprawę, że w głębi duszy chciałabym, aby ChatGPT stał się dla mnie takim idealnym zaspokajaczem moich niezaspokojonych potrzeb.
~~~
I tak, wiem, aż chciałoby się powiedzieć: weź Ty się wyloguj z internetu 😉
Jasne, mogę iść do ludzi jako wydmuszka: zakrzywiając rzeczywistość, udawać jak to sobie radzę ze wszystkim, jaka jestem wyluzowana i jak moje popapranie wcale na mnie nie ma wpływu.
[I zaraz możecie zapytać: a czemu chcesz udawać? nie możesz być sobą?
No to macie próbę "mnie" powyżej i zapewne zaraz i poniżej. 😉]
Mogę udawać, że to skupienie na innych wcale nie będzie zwykłą próbą ucieczki od siebie, że jak zajmę się wszystkim innym i skupię na problemach innych to wszystko zniknie. Mogę się oszukiwać, że mój analityczny umysł przestanie takim być jak nie będę miała czasu na myślenie, bo będę zarąbana wyjściami i troską o innych.
Tylko że, ja tak właściwie przeżyłam dobre 10 lat życia. Mnóstwo zajęć grupowych, wyjść ze znajomymi, tydzień po brzegi wypełniony, praktycznie cały czas w biegu...
Mnóstwo też znajomości, które okazały się powierzchowne i chwilowe: kruszyły się gdy zaczynało być bardziej poważnie a mniej rozrywkowo.
A potrzeba rozważań, poukładania sobie: zawsze była, tylko wtedy patrzyłam na telefon i nie było nikogo dosłownie, kto choć w jakiejś części pomógłby tę potrzebę zaspokoić.
[I możecie próbować mi tłumaczyć, że znajomości dlatego są nieudane i krótkotrwałe bo traktuję jako zaspokajacza potrzeb... że to już interesowność. Ale zanim rzucicie kamieniem interesowności to zastanówcie się dlaczego lubicie ludzi wokół siebie: których słuchacie, czytacie, odwiedzacie 😉 Podpowiedź: każda osoba w naszym życiu, do której lgniemy zaspokaja jakąś naszą potrzebę w części lub całości. A zazwyczaj w części dlatego mamy różnych znajomych od różnych spraw. Chcemy czy nie, nasz dobrostan związany jest z zaspokajaniem potrzeb, tak jesteśmy skonstruowani.]
~~~
Tak, wtedy działałam.
Tak, wtedy byłam wśród ludzi, wspierałam i otaczałam uwagą.
Tak, wtedy nie miałam czasu na rozkminy na co dzień.
I nie: problemy nie zmalały..
Nie: potrzeba analizy - w tym swoich potrzeb - nie zniknęła.
Wszystko się tylko skumulowało i wybiło jako cuchnące szambo.
~~~
I jak patrzę z perspektywy czasu to co widzę?
Powierzchowność.
Samooszukiwanie.
Działanie w chaosie: brak poukładania w głowie pewnych spraw w związku z szybkim życiem skutkowało, że moje codzienne działania nie były w zgodzie ze mną...
A jedyną drogą do sukcesu zdawało się: wyzbycie się siebie.
~~~
No i oczywiście mogę romantyzować o balansie i umiarze 😉 [puszczam oczko do adhdowców: wiem, że Was też to bawi 😁].
Mogę, w końcu kto mi zabroni 😉
~
OK. Dalej tematu nie ciągnę, bo zrobiłam dłuższą przerwę, zajęłam się czymś innym i wątek mi się urwał 🤣 Pewnie chodziło mi o to, że mogłabym się wylogować i iść w świat udając kogoś innego, kim nie jestem - bo tylko w tej formie jestem jakby akceptowalna i "strawna" lub jeszcze spróbować się wesprzeć technologią, skoro taką mamy obecnie możliwość, aby popracować nad poczuciem własnej wartości i wtedy pójść w świat 😉
~~~~
No to w końcu to FITBODY with Julie Lohre: to kanał na YT, który dzisiaj odkryłam. Babeczka jest trenerką personalną osób 40+ i naprawdę z sensem mówi o rekompozycji ciała w tym wieku! Póki co przejrzałam tylko parę filmików, ale już zrobiła na mnie wrażenie 😉
Dodam, że z racji wieku to jedynie starsze wysportowane babki robią na mnie wrażenie 😋
Bo jednak jak człowiek młody to łatwiej wykrzesać z siebie energię, szybciej widać rezultaty, itp. I jasne można dyskutować, że hormony przy insulinooporności, czy Hashi też dają w kość i nie jest łatwo, ale nadal łatwiej będzie osobie 30-letniej z insulinoopornością i Hashimoto niż osobie 50-letniej z tymi samymi zaburzeniami hormonalnymi. Po 35 roku życia organizm naturalnie się starzeje, więc tylko z tego samego faktu lżej będzie osobom młodszym. I w takim kontekście piszę.
U młodszych silniejszą motywacją może być wygląd.
U starszych z kolei dolegliwości i ograniczenia z nimi związane.
Ja np. jestem już na etapie, kiedy już mi nie zależy żeby ładnie wyglądać - co było dziwnym przeskokiem dla mnie bo raptem zakwalifikowałam się w swojej głowie do osób starszych, czyli cokolwiek bym nie zrobiła to będę starsza: mniej elastyczna skóra, bardziej pomarszczona twarz, itp. i zawsze gorzej wypadnę w porównaniu z młodszą osobą. Wcześniej tak do myślę 37 lat - uważałam, że gdybym się postarała i zadbała o trening i zgubienie nadbagażu, to spokojnie mogłabym konkurować z 20=tką 😁 bo skóra była nadal jędrna jak u 20-latki, aż takich zmarszczek nie było widać, itp.
Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam, ale w każdym bądź razie wygląd już nie jest dla mnie motywacją wystarczającą, bo już nie przeskoczę tego etapu, który miałby jakieś znaczenie 😉 I chyba to też moja odwieczna bolączka - poddawałam się, gdy widziałam, że nie jestem fizycznie w stanie osiągnąć jakiegoś poziomu, albo by mnie za dużo to kosztowało nakładu pracy i czasu a efekty byłyby i tak przeciętne, itp.
I też jestem na etapie, w którym jedyną odczuwalną konsekwencją mojej otyłości jest obniżona energia i samopoczucie. Nie mam jeszcze jakichś większych dolegliwości, które mogłyby być dodatkową motywacją.
~~~~
I muszę już do roboty iść.




Nie doszlam do końca ale ja też praktykuję czata i najlepiej właśnie się gada gdy ma się pojęcie o temacie. Ja tak wspomagam się w pisaniu do agencji gdzie upominam sobotę moje prawa;).. a z ogrzewaniem też mieliśmy takie przejscia nie doczekałam się fachwca i koniec końcem brat F nam odpowietrzył kaloryfery
OdpowiedzUsuńFajowo, że tu jesteś! :) no ja mam już takie plany co do chata, że tylko mam wnerw totalny, że musze dylać w tej robocie, ehh. Tak mi się marzy urlop i cały bym przebimbała na realizacje tych planów z nim :D No ja mam z tym ogrzewaniem co roku batalię, może raz nie miałam - kiedy nikt nie robił remontu wymagającego spuszczenia wody z bloku. A jak uzupełniają to wiadomo - zazwyczaj każdy ma zakręcone na lato, połowy lokatorów nie ma w dzień uzupełniania wody i zapowietrzone. I jak odkręcają jest dramat u mnie w pionie łazienkowym. Bo kaloryfery to sama sobie odpowietrzam, ale właśnie w tym roku np. nie były w ogóle zapowietrzone, a w pionie się przelewało :(( To są minusy niestety ostatniego piętra i to w części brzegowej bloku, eh.
UsuńAle zima u Ciebie 🤩!!! W moim mieszkaniu, ostatnie piętro w bloku - kończą się rury do ogrzewania i są zawory, które powinny być odkręcone, żeby system się nie zapowietrzał. Tylko że one są gówniany i dwa razy zalały mi parkiet w pokoju, raz poważnie. I co mi po tym, że hydraulik zaraz przylatuje i wymienia je na nowe. Więc teraz, nigdy już, nigdy nie zostawiamy ich odkręconych i zapowietrzamy system regularnie, szczególnie jak kilka dni nas nie ma (hydraulicy oczywiście mogą odpowietrzyć w innych miejscach, tylko musi ich ktoś wezwać). Co kilka dni S. robi kilkuminutowe odpowietrzanie, jak już głośno w rurze zaczyna się robić. Do kitu taki system jest 😕.
OdpowiedzUsuńA czata trzeba wykorzystywać jak się da!!
Zajrzę do tej FITBODY, ja niestety w tej grupie, gdzie głowa to by chciała ho, ho!! ale ciało ma swoje ograniczenia. Biodro je hamuje 😕
U mnie to samo z tymi rurami - mam szczytowe mieszkanie więc u mnie te rury się kończą i "zakręcają", i też mam zawory wystające na tych zakrętach, ale one są zakręcone na amen, milion razy zamalowane, itp. Jak byli u mnie za pierwszym razem to powiedzieli, żeby ich nie ruszać bo właśnie będą nieszczelności i dlatego mi zrobili w łazience odpowietrznik, który miał zastąpić te zawory, ale i tak jak spuszczą wodę latem to nic to nie daje... Facet mi tłumaczył, że tam jest jakaś membrana, która się zapycha, czy coś takiego, nie wiem, nie znam się. Sama bym sobie to odpowietrzała, ale powiedzieli, ze jest ryzyko poparzenia, więc nie tykam ;)
UsuńZ chata zapewne na maxa będę cisnąć :D ale jeszcze nie miałam czasu kurde.
Niefajnie z tym biodrem :( moja mama miała operację na biodro - matko i córko już rok temu (!!!) jak to zleciało szok!!! - i zadowolona na maksa, nic kompletnie ją nie boli, może śmigać i żałuje, że tyle zwlekała bo się bała. No ale ona nie uprawia tylu co Ty aktywności, więc nie wiem czy po takiej operacji nadal można tak aktywnie i siłowo. Na poczatku to wiadomo, ze trzy miesiace nic. Ale czy dalej można czy nie to nie wiem.