Dzień pełen wrażeń.
Dziś u mnie pewnie tak jak i u Was masakra, do pracy szło się na luzie ale po deszczu to niemożebny dramat! Nie pamiętam kiedy ostatni raz była taka masakra, a służby drogowe jak zwykle totalne NIC robiły.
U nas na bazie w sumie też nie lepiej, jak zwykle dyspozytorka nic nie zrobiła, klient wyszedł z auta i się wywalił, starszy pan, nie mógł wstać. Całe szczęście byłam akurat u młodej, więc to zobaczyłam i od razu poleciałam pomóc, a młoda oczywiście zobaczyła jak gościu próbuje wstać i... poszła do kuchni...
Powiedziałam, żeby został w aucie i przyjdziemy do niego aby go obsłużyć.
Potem zabarykadowałam miejsce na parkingu pojemnikiem na papier (akurat był pusty) i nakleiłam kartkę ze strzałką gdzie mają samochody wjeżdżać, tak aby wysiadali na mniej śliski chodnik.
Chłopaki zjechali to posypali piachem.
~~~
Ja dziś poszłam do żabki po ser, jak wracałam młoda stała już z chłopakiem i czekali aż wrócę aby jechać do domu, ale zobaczyła jak idę powiedziała: zbieraj się jedziesz z nami (a pracuję godzinę dłużej). Zaskoczyła mnie bardzo, pamiętając jak olała tego gościa ;)
I miałam do przejścia dosłownie długość bloku i o mało orła wywinęłam!
Od razu napisałam do szefa z prośbą aby na czas gołoledzi być na zdalnej, abym się nie obaliła i nie połamała przed operacją.
~~~~
A dziś w pracy już postęp, bo znowu szczęście w nieszczęściu dziewczyna z działu fakturowania pomyliła się i pociągnęła więcej niż powinna. Dzięki temu wyszły błędy, prawie 600 zleceń do poprawienia i to w systemie, gdzie nie da się hurtem.
Jak to zobaczyłam mówię: nie wierzę... teraz, kiedy jeszcze spina w związku z KSeF...
Mnie - maniaczkę optymalizacji - nic bardziej nie strzela jak poprawianie tego na piechotę, co w innym systemie robi się w minutę. I oczywiście to błędy nowej osoby, więc nie mam do niej zarzutu bo się uczy, ale koleżanka, która to robiła wcześniej miała nad tym czuwać.
Oczywiście już zadowolona, że ktoś inny przejął i olała. A u nich nikt ani nie ma uprawnień do tego systemu, ani tego nie potrafi i spadło na mnie i na dwie koleżanki.
~~~
Dlaczego szczęście w nieszczęściu? Bo gdyby dziewczyna z działu fakturowania się nie pomyliła to te błędy wyszłyby dopiero na samym fakturowaniu w sobotę 31.01. a wtedy byłabym z tym poprawianiem sama. Plus do tego czasu ta osoba mogłaby zrobić o wieeeele więcej takich błędów.
Dodatkowo nadarzyła się idealna sytuacja aby poruszyć temat zastępstwa, i że koniecznie musi ktoś z drugiej filii mieć uprawnienia do tego systemu i umieć takie błędy poprawiać, bo mnie może nie być dłużej niż miesiąc. A tym bardziej teraz, gdy wchodzi KSeF i centrala ciśnie o wiele bardziej jak do tej pory, wiadomo.
I już kierownik załatwia uprawnienia a po zamknięciu miesiąca przyjeżdżają do mnie na szkolenie dwie osoby 😉
~~~~
A poza tym okazało się, że od 01.03. zmieniają nam ubezpieczyciela grupowego.
Oczywiście kompletnie zapomniałam o ubezpieczeniu, ale jak to zobaczyłam to się wnerwiłam, bo uzmysłowiłam sobie, że mogłam po wszystkim wnioskować o zwrot kosztów. Zawsze po operacjach to mi wyrównało jakoś do pensji, bo wiadomo L4 to 80% a szpitalne chyba 75%. A tu mi w lutym zamykają polisę??
Na szczęście ponoć ma nie być karencji, a jak się okazuje wyższe sumy będą za np. 1% uszczerbku na zdrowiu, więc w sumie nawet zyskam 👍
~~~~
Tak więc ostatecznie dzień dostarczył mi sporo emocji, bo co chwile wyskakiwały jakieś kwiatki, ale ostatecznie okazało się, że dzięki temu uniknęło się gorszych konsekwencji, a inne wręcz będą dla mnie pomyślne.
No to masz wrażenia. Masz dobre serce jak czat gpt:D. Inni olewka.ja dziś lecę na tai chi. Połamanie mi przeszło. Mam nadzieję się znowu nie doprawię. U nas warunki pogodowe na szczęście dobre.
OdpowiedzUsuńoo, to cudownie! to wspaniałej sesji tai chi :) ja do roboty :D
UsuńW niedzielę to nie wychodziłam z domu, mialam warstwę lodu na kostce brukowej, podobnie w poniedziałek rano.
OdpowiedzUsuń