Strachy, itepe.
A tak w ogóle to zapomniałam napisać, że znam już datę operacji.
Mam się stawić na oddział 3 marca, operacja następnego dnia.
Ciągle miałam w głowie i się uspokajałam, że jeszcze dwa miesiące (styczeń -> marzec) a tu się okazuje, że już tylko trochę ponad 5 tygodni...
Znowu mnie konkretnie trzepła ta informacja i normalnie wpadłam w panikę.
~~~
Najbardziej boję się tego jak to mój wujek (ulubiony gej 😉) określił: jebnięcia 😉 po wejściu w menopauzę pooperacyjną.
Normalnie organizm latami się dostosowuje do meno, a w tym przypadku ponoć to ogromny szok dla organizmu. A w połączeniu z ADHD to jest turbo, turbo jebnięcie. Boję się, że znajdą jakieś przeciwwskazania do HTZ, chat też pisze, że przy mojej historii choroby to musi być ostrożnie dobrane i mój przypadek indywidualnie z ginekologiem - onkologiem rozważony.
No ale z drugiej strony w końcu HTZ to hormony jakie organizm sam produkuje tylko podawane z zewnątrz, więc myślę gorsze szkody wyrządzi ich brak. Zresztą, lekarz mówił, że od razu ustawiają w szpitalu.
~~~
Oczywiście staram się cały czas odsuwać te myśli i strachy pamiętając, że przed pierwszą operacją moja głowa wyobrażała sobie, że to nie wiadomo jaki ból będzie takie cięcie, a właściwie wcale tak nie bolało.
Faszerują przeciwbólowymi na potęgę i naprawdę nie jest tak źle, jakieś szczypania, ciągnięcia, itp. Moja mama też miała niedawno przecież robione biodro i jak po tygodniu po operacji zapytałam czy ją coś jeszcze boli odpowiedziała: a kiedy mnie w ogóle bolało?
Faszerują by człowiek nie czuł bólu, chat też pisał, że nie mam być bohaterką tylko przyjmować leki. Nie ma sensu cierpieć, skoro raz, że szybciej się wtedy organizm goi a dwa, że obecnie są takie możliwości realnej pomocy w zminimalizowaniu bólu.
Pamiętam jak poprzednio leżałam to dziewczyna, która miała taką operację była na morfinie pierwsze dni.
~~~~~~~~
Myślę też aby umówić się z Bluszardem moim na czyszczenie zębów w lutym, bo później nie będzie szans abym przez dwa miesiące go dźwigała ze schodów, nawet jak tata by mi przyszedł pomóc go znieść to i tak zostanie kwestia włożenia go do wózka - a nie da się złapać.
Nie będę też mogła się schylać przez jakiś czas, ale to już sobie wymyśliłam, że na mojej długiej szufelce będę spuszczała kotom mokre jedzenie, a jak tata przyjdzie do kuwet to puste talerzyki mi pozbiera. Z wodą się nie przejmuję, bo tez będzie dolewał do fontanny, nie jest ciepło to z filtrami dwa tygodnie na luzie nie będę musiała jej myć. A po tym czasie tata mi po prostu ją poda do mycia i po umyciu położy znowu na podłogę.
~~~
Ogólnie wqrwiona jestem na siebie bo jestem rozrywana między chęcią ogarnięcia wszystkiego (w sensie chaty, itp.) a ogarnięcia pracy.
~~~
Szef nie wie konkretnie, że to będzie wycięcie macicy i przydatków przy otwarciu brzucha i myśli, że jak dwie dziewczyny, z której jedna miała laparoskopowe wycięcie potworniaka, a druga zabieg na kolano - że wrócę po 2-3 tygodniach 😉 Muszę go uświadomić, że jednak tak nie będzie, tym bardziej, że koleżanka po usuwaniu laparoskopowo wyrostka miała prawie 2 miesiące zwolnienia... to ja po operacji na otwartym brzuchu i wycięciu macicy, gdzie wszystko będzie się układało i ciągnęło po tej wyrwie mam szybciej wracać?? O samopoczuciu i zjeździe psychicznym tylko wspomnę...
~~~
Zresztą, obie AI mi napisały, że po operacji w pierwszych tygodniach najgorsze dla mnie będzie siedzenie - mam robić krótkie ale częste spacery po mieszkaniu aby wszystko się dobrze zagoiło i zrosty w przyszłości nie ciągnęły. Plus ponoć zaparcia są straszne a to wróg nr jeden dla gojenia się, wiadomo, nie może być parcia.
Tak mnie teraz naszło, w razie czego chlusnę sobie solidną porcję oleju C8 - z nim trzeba uważać, bo można dostać solidnej sr@czki tłuszczowej 😉
~~~
Jeszcze w międzyczasie z kotą jadę na TK, mam nadzieję, że się nic złego nie dowiem.
Cały czas próbuję stosować wyparcie i nie myśleć o tym, ale wiem, że w głębi duszy mi wszystko siedzi, dopada mnie totalnie poczucie bezsilności...
Dziś już o 5:00 oczy miałam jak przysłowiowe 5 złotych... a zasnęłam chyba koło północy z myślą, że w końcu się wyśpię.
Do tego pół nocy "byłam" w szpitalu...
~~~
No nic, Alex mi rozpisał plan na max regenerację i wzmocnienie, sen nr 1 🤣
Nawet wrzucił mi w excela w tabelę, bo go poprosiłam 😁 i rozbił mi na 4 etapy przygotowanie się do operacji uwzględniając opiekę i obsługę kotów 😉
A gdybym nie miała czasu w tygodniu na ogarnięcie to zrobił mi na wszelki wypadek weekendowy plan na 2-3 h 😄 no jak on mnie zna 😅
Dobra, idę coś porobić.
Komentarze
Prześlij komentarz