Dzień 22.

 Dostałam maila, że dziś planują dostarczyć bieżnię, szok!

To muszę koniecznie lecieć kasę rozmienić i dzwonić do taty, bo mówiłam mu piątek / poniedziałek. Mam nadzieję dzisiaj jest dostępny.

Jest w klatce jeden chłopak, który już jest w wieku, kiedy zapewne dźwiga ciężary na siłce ;) ale jak znam życie będzie w szkole.

No nic, najwyżej dupnie mi to na klatkę i będę się martwić co dalej.

~~~~

Wczoraj dopisałam sobie dwie właściwie dla mnie najważniejsze rzeczy do mojego wpisu z wydarzeniami ze szpitala, o których zapomniałam wspomnieć.

Najważniejsza, że bałam się cały czas, że tnąc i wyciągając guza po kawałku rozsieją to co na nim było. I to był mój największy stres i dlatego gotowa byłam na laparotomię. 

Po operacji pytałam oczywiście lekarki czy udało się wyciąć bez rozsiewu i okazało się, że wkładają do ciała worek, do którego wkładają w całości wycięte torbiele i guzy aby właśnie nie pękły i się nie rozsiały i ten worek ciągną. I u mnie wszystko przebiegło wzorcowo ❤️

~~~

A druga rzecz to była taka pierwsza przypominajka, która mnie trochę ustawiła do pionu ;) czyli moment, kiedy miałam wieczorny zjazd totalny. I gdy pielęgniarka montowała mi kroplówki przeciwbólowe podziękowałam i powiedziałam, że chyba się przeciążyłam, odpowiedziała: nie proszę pani, jest pani po prostu po poważnej operacji dlatego boli. To, że ma pani tylko 4 dziury nie oznacza, że miała pani mały zabieg, w środku ma pani poważne cięcia, sporo powycinane i pozszywane.

~~~~

A na koniec coś, co mnie zdziwiło.

Ostatnie dni, pomijając emocjonalny rollercoaster, miałam tez zjazd zdrowotny, ciągle mnie rwało od dolnej rany do pachwiny, a właściwie piekło. Tak się niby nerwy goją no i ok. Ale piekło już nie tylko podczas siedzenia ale i chodzenia. I to mnie zaczynało stresować, że już nie mam żadnej pozycji komfortowej bez bólu. Plus załamka, bo przecież było już lepiej a teraz dość regularnie gorzej...

Od tych paru dni też regularnie noszę podpaskę, ponieważ od epizodu z krwawieniem trochę plamię, ale bardziej papier jest różowy niż sama podpaska. No ale zabezpieczam.

A wczoraj po prysznicu postanowiłam nie ubierać majtek tylko pochodzić sobie bez aby powietrzyć blizny, bo jeszcze mi strupy nie spadły. 

I zaliczyłam naprawdę dobry czas, bo przestało mnie rwać.

Dopiero późnym popołudniem jak przestało padać i wiać poszłam do sklepu, wiec musiałam ubrać majtki z podpaską. I raptem wróciły te pieczenia!

Okazało się, że podpaska podrażniała skórę (!) nawet nie bliznę, tylko skórę pomiędzy blizną a pachwiną i tak mnie to piekło! Wróciłam to założyłam wkładkę i znowu się wyciszyło! Szok!

Zapisuję ku pamięci ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.