Dzień 13.

 Wspaniały mam dziś poranek. 

Jest szaro i ponuro, ale mam dobre samopoczucie.

Każdego dnia skok energii i samopoczucia jest niebywały. 

Kolejny raz wzięłam prysznic bez tabsów przeciwbólowych.

Odzyskałam swój rytm wypróżnień 😉 czyli zaraz po wstaniu i drugi raz po śniadaniu.

Zyskałam póki co kolejne dwa w ciągu dnia, ale po kosmicznym zatwardzeniu przyjmuję z wdzięcznością 😁

~~~~

Tak mi dziś dobrze od rana, aż mam ochotę się przytulić.

I nie mam ochoty dzielić się tym z nikim, bo wiem, że nikt z mojego otoczenia tego nie zrozumie.

Nawet mama, która rok temu miała swoją operację. 

Bo już zapomniała. 

Ja też zapomnę.

Jakie to wspaniałe uczucie: to zatrzymanie. 

Jakie to wspaniałe i cenne doświadczenie: ten przystanek w nurcie życia.

~~~

Dziś przeszła mi przez głowę myśl, że nikt z pracy do mnie nie dzwoni. 

W pierwszych dniach pisali jak się czuję, więc odpisywałam zgodnie z prawdą, że fatalnie głównie emocjonalnie i myślę to ich skutecznie odstraszyło 😉

Na początku też koleżanka z innego oddziału do mnie wydzwaniała, że teraz skoro mam tyle wolnego to będzie do mnie dzwonić na pogaduchy. Spoko.

Ale te pogaduchy ograniczały się do opisywania wydarzeń z jej przełożonymi.

Pierwszego dnia wysłuchałam, w potwornych bólach jelitowych, kolejnego nie wytrzymałam i powiedziałam, że możemy o wszystkim innym rozmawiać, ale nie chcę słyszeć ani jednego słowa o pracy.

Powiedziała tylko: ok, czyli złapałaś dystans, to dobrze. 

Chwilę pogadałyśmy o naszych kotach, ona o dzieciach i od tej pory cisza 😁

Uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę tylko nas praca łączy, a ona potrafi tylko o pracy rozmawiać. Ja zawsze wysłuchiwałam jej perypetii z przełożonymi, potrafiłam pocieszyć, podbudować i nieco zdystansować, mówiła, że jestem jej psychoterapeutką. 

~~~

Mnie najbardziej zabolała u niej jedna rzecz: kiedy koleżanka miała wycinany wyrostek laparoskopowo i miała 6 tygodni L4 i ja ją zastępowałam pracując po nocach mówiła: I dobrze, że ma tyle chorobowego, niech dziewczyna się kuruje, nikt jej nie podziękuję za pracę. 

Z kolei do mnie ciągle mówiła: no to kiedy wracasz? 2 - 3 tygodnie? Ja po laparoskopowym wycięciu wyrostka wróciłam chyba po 3 tygodniach. 

Mówię jej, że macica z przydatkami to nie wyrostek (wiem, bo też mam już wycięty) i jednak zamierzam być minimum miesiąc na L4 to usłyszałam, że okazało się, że u jej mamy już 3 kobiety mają wyciętą macicę, że to wcale nie takie rzadkie i nie ja pierwsza i nie ostatnia...

~~~

Ok. Stop. 

Mam tego świadomość. 

Ale ja nie tylko macicę ale i jajniki, i guz o granicznej złośliwości, w drugim jak się okazało też guz, ale łagodny. Plus kilkanaście wycinków z jamy brzusznej i cała mnie rwie po żebra i wyżej.

Hormony gwałtownie spadają do zera.

Organizm się musi przekalibrować.

Potężne cierpienie jelitowe. 

A ktoś ci totalnie trywializuje to cierpienie.

~~~~

Dziś poczułam tak przeogromną wdzięczność, że nikt z pracy nie dzwoni.

Nie trywializuje mojego bólu, nie wmawia mi, że to nic takiego i że nie ja pierwsza, i nie ostatnia.

Że mogłam się tak cudownie zdystansować do pracy!

Choć wiem, że to minie, że praca mnie pochłonie, ale dziś siebie postawiłam na pierwszym miejscu i jestem taka szczęśliwa! 

Oczywiście żałosne, że potrzebowałam operacji... ale jak już jesteśmy przy banałach: lepiej późno niż później 😉

~~~~

A tak w ogóle weszłam aby napisać zupełnie coś innego 😁

Przede wszystkim wczoraj zrobiłam ponad 6 tys. kroków (bo jeszcze z radości poszłam do zdrowej żywności zrobić koszyk prezentowy dla pielęgniarek i lekarza) i odczułam to po pod wieczór: miałam ochotę już tylko leżeć. 

W nocy przebudzałam się dość często i brzuch normalnie się "stawiał": był napięty, dokładnie tak jak w pierwszej dobie po operacji. Szok, ChatGPT mówi, że to odruch obronny organizmu, pewnie po zdjęciu szwów na nowo się pojawił by chronić brzuch. 

~~~~

I chcę też powiedzieć, że od kiedy zaczęłam pić 2 solidne porcje białka w ciągu dnia tak czuję totalny zastrzyk mocy! I przede wszystkim odeszły wszeeeelkie zachcianki!

Strasznie żałuję, że nie zaczęłam od razu po powrocie do domu, o czym zresztą mówiły też panie pielęgniarki jak i fizjoterapeutka w zaleceniach żywieniowych, ale ze względu na te moje zatwardzenia skupiłam się na maksa na węglach bo one od zawsze mnie goniły... 

Jednocześnie miałam taaak przeogromne zachcianki w tym czasie, nawet pizza za mną chodziła, i słodkie! i jadłam co 2 godziny (!!) 

I co ciekawe nie tylko ja, rozmawiałam z dziewczynami z sali i mówiły to samo, że potężny apetyt, jedna nawet już jadła pizzę (!) Młoda to odważna 😉 mnie tylko i wyłącznie strach powstrzymywał przed tymi zachciankami 😉

A odkąd zaczęłam pić odżywkę białkową - zero zachcianek, pół dnia jestem najedzona. Widocznie tego bardzo brakowało mojemu organizmowi i stąd ciągle wysyłał sygnały do zachciewajek. Teraz się nasycił najważniejszym dla niego budulcem i wszystko ucichło! A ja każdego dnia krok milowy w kierunku poprawy zdrowia względem poprzedniego 💪

Co nie zmienia faktu, że muszę sama swoje zapędy pacyfikować, bo łatwo przeholować 😉 

~~~~

I to co chcę sobie zapisać aby pamiętać: przed operacjami na jamie brzusznej warto wzmacniać nogi i ręce! Bo aby nie tworzyć ciśnienia i napięcia mięśni można jedynie kucać aby całą pracę przejęły nogi, również przy wstawaniu, plus ręce: zawsze kucam przy framudze, rurze, stole, itp. czyli czymś co pomoże wstać 😉 jak i z łóżka musimy wstawać bokiem odpychając się ręką.

~~~

A na koniec jeszcze kolejna wspaniałość tego poranka: jajecznica ze szczypiorkiem, który tata mi posadził w kuwecie na parapecie jak byłam w szpitalu 🥰❤️



Komentarze

  1. Tak jest. Tylko o robocie gadamy i w sumie to nas łączy. Kurcze dramatyzowanie nie dobre ale mówienie komuś że to nic takiego to bezczelność. Ludzie mają tupet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My to nie tylko o robocie wg mnie :D no ja już przestałam komentować jakkolwiek, tego się nie da wytłumaczyć. Mnie tylko cieszy, że mam choć doświadczenie i teraz będę jeszcze bardziej wiedzieć co czują ludzie w podobnych sytuacjach :) Myślę też, że nawet poprzednio doświadczając operacji i bólu jako młoda siksa też nie zdawałam sobie sprawy kompletnie czego doświadczają osoby w starszym wieku, z czym się mierzą. Bo też regeneracja po takim czymś osoby starszej a młodej to zupełnie co innego. Nawet brat mi powiedział, że się ze sobą bardziej pieszczę niż wtedy, gdy miałam laparotomię! :D Noszzzz plisss!! Wtedy raz, że byłam młodsza, dwa nie miałam tylu powycinanych narządów! No ejjj! A jestem przekonana, że on to by się dopiero ze sobą pieścił, jakby miał jakikolwiek zabieg...!

      Usuń
    2. Chodzilo mi ze z ludzmi z roboty tylko tematy pracowe nas łączą. Nie my obie;). Z wiekiem inaczej sprawy przeżywamy oczywiście. To chyba kwestią calego bagażu życiowego. Ja myślę że w życiu bym się nie zdecydowała na wyprowadzkę teraz a dawniej w sumie nawet się nad tym nie zastanowiłam porządnie.:D

      Usuń
    3. Aaa, ok :) I masz całkowitą rację z tym przeżywaniem zupełnie inaczej w związku z całym bagażem życiowym. Wcześniej byłam młoda, jeszcze nie czułam takie przepracowania, chciałam wrócić do życia, do normalności: do pracy czym prędzej, do ćwiczeń, od razu joga, karate, itp. A teraz? po tym ciężkim czasie zapierdolu, w ogóle mnie nie ciągnie do normalności po operacji, bo to oznacza pracę do upadłego... Wtedy chciałam być dzielna i mocarna, teraz chcę się porozpieszczać ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.