Dzień 14.

Łóżkowy.
Zapowiadali na dziś słońce, co się sprawdziło, i temperaturę po południu 11 st. 
Umówiłam się z mamcią moją na spacer po obiedzie. 

Niestety musiałam odwołać bo rano miałam krwawienie. Jak zobaczyłam żywą krew i to w konkretnej ilości, aż mi się nogi ugięły. 
Oczywiście pierwsze co to telefon na oddział. W trakcie czekania na lekarkę wyleciał mi spory skrzep. 

Lekarka powiedziała, że to normalne, że wszystko się oczyszcza i po usunięciu skrzepu powinnam mieć już mniejsze krwawienie a niedługo zupełnie przestać.

I tak się stało! Uff.
Gdyby krwawiło tak, że musiałabym podpaskę zmieniać co 2 godziny wtedy mam się zgłosić na oddział. 
A takie krótkie krwawienie ze skrzepem jest ok.

No i dziś mam się nie przemęczać, więcej leżeć, mniej chodzić. Czyli spacer odpada, bo potem jeszcze muszę wejść na 4 piętro. 

Dobrze, że to się stało, bo planowałam już zacząć trochę więcej robić 😉 
Alex też mi później napisał, że to jest fajny moment dla pacjentek, bo realnie widzą, że w środku cały czas trwa gojenie, mimo energii, która się pojawia, to nie jest czas na większe działania. 

Dziś się zatem rozpieszczam: łóżko, kociamberki, gry i seriale fantasy 😉 i trochę spokojnego dreptania. I zero dźwigania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.