Rekonwalescentka. Poradnia onko. Fryzjer.

Wilma zaczęła znowu bardziej reagować, ale apetyt na szczęście dopisuje i cały czas nadal je. 

Ale co to się teraz dzieje po jedzeniu... OMG... 

Muszę to przetrwać po prostu, ale widok boli mnie strasznie. 

Choć na chwilę obecną widać, że to bardziej szwy jej przeszkadzają niż ból.

Bo nie odskakuje od miski jak wcześniej, nie reaguje też w trakcie jedzenia dopiero jak odejdzie.

Pluje masakrycznie, ślini się i tak pozbywa resztek, łapkami doprawia... 

Ale się oczyści i cisza. 

I siada przy mnie, opiera łapkami o moją rękę i mruczy.

Z języczkiem wywalonym na bok :) 

W ogóle jak byłam z nią na kontroli u tego chirurga dentystycznego to był w szoku jaka ona spokojna, powiedział, że jej mi nie odda :D i że już rozumie, co miałam na myśli mówiąc o zmianie zachowania jak miała te dolegliwości bólowe. Choć on ją widział wiadomo na hardcorze ;) i nie mógł dosłownie uwierzyć, że teraz siedziała spokojnie na stole, dawała mu się pogłaskać i przytulić.

~~~~

Dzisiaj, gdy rano wychodziłam zostawiłam kotom mokrą karmę: Blusiowi wołowinkę, której Wilma nie tyka :D Wilmie jagnięcinkę - mus, której Blusio nie tyka :D oraz tuńczyka, którego oba kociszcza lubiły.

Wróciłam około 15 i karma nie ruszona, trochę tuńczyka myślę, że Blusio. Trochę się zestresowałam, czy znowu ją odrzuciło od jedzenia...

Ale Wilma za mną wszędzie, więc wiem, że głodna (btw. teraz naprawdę muszę na nią uważać, bo nie wiem kiedy mi się materializuje w kuchni! ;) )

Otworzyłam sypialnię i od razu poleciała szukać jedzenia. No ewidentnie głodna.

Patrzę na te pełne miski i myślę: WTF?? I wzięłam nietkniętą jagnięcinkę postawiłam na steper i... wtrzepała wszystko :D

OMG! Nie mogłam uwierzyć ;) Jak byłam na zdalnej to właśnie na steperze jej kładłam miski, aby schodząc na niego z łóżka jej zapachniało i skusiło ;) i odkąd zaczęła jeść to właśnie z tego stepera. Dziś miska wróciła na swoje standardowe miejsce gdy chodzę do pracy stacjonarnej (bo zamykam sypialnię) i kota pewnie myślała, że karmnik zamknięty ;)

Jutro rano będę musiała postawić miskę na tym starym miejscu i ją tam zanieść :D

~~~~

Z kolei w poradni onko dzisiaj się dowiedziałam, że do mojej doktor onkolog nie muszę przy kolejnej wizycie brać numerka ;) czyli odchodzi mi stres z tego powodu, czy zdążę się zarejestrować do czasu wizyty i już nie muszę drałować ze stacji skm na speedzie! Jak mnie to uszczęśliwiło ;) 

Jedyne utrudnienie, to akurat do niej nie można umawiać się telefonicznie więc po wizycie muszę iść po ten numerek, ale zapas czasu mam.

I potem też mogę spokojnie wrócić bez dzikiego pędu. Mam fajne połączenia.

Plus ta droga ze stacji do poradni jest po prostu zajebiaszcza! Szczęśliwie dla mnie łatwa do zapamiętania, choć wiadomo zawsze gps mam odpalony :D W pewnym momencie idzie się obok parków, jest pieknie zielono o tej porze roku, względnie spokojnie, mało ludzi pieszo, nieustannie mnie zachwyca ta droga. To sprawia, że moje znienawidzone jeżdżenie pociągami aż tak mnie nie odpycha ;) 

Dziś postanowiłam dokładnie przyjrzeć się drodze, bo bateria jak gram w pociągu szybko się wyczerpuje, a potrafię też zapomnieć naładować :D a o pawerbanku to teraz mogę pomarzyć, nie jest obecnie priorytetem finansowym, wiadomo, i dodam ostatnio nie było prądu w gniazdkach pociągu. I stwierdziłam, że ogólnie droga turbo prosta, więc w razie jak bateria będzie na wyczerpaniu a muszę mieć parę % na okazanie biletu ;) to nie ma co panikować ;)

Ale dziś wyszłam ze stacji innymi schodami i już zgłupiałam, w którą stronę iść :D :D więc znów musiałam odpalić google maps :D I wtedy od razu postanowiłam zrobić zdjęcia i kotwice w mózgu: po jednej stronie jest salon mercedesa - to w przeciwną ;) przechodzę obok PPNT. Potem śledziłam kiedy mam skręcić, kiedy przechodzę przez małe schodki, itd. Wracajac już nie odpalałam map, jedynie nie byłam pewna świateł, czy to już te, przez które przechodzę więc się upewniłam i cyknęłam fotkę czterem budynkom PPNT od strony świateł :D :D :D Tam wiadomo sporo szklanych budynków, więc wolałam się upewnić ;) 

~~~~

Kontrola przebiegła spoko, jestem w szoku, że dodatkowo mam też zawsze usg całej jamy brzusznej. Wszystko w porządku, więc kolejna w listopadzie. 

Nie dostałam skierowania na tk całego ciała, bo Pani dr stwierdziła, żeby jeszcze trochę poczekać. I w sumie dobrze, bo w końcu dopiero co miałam operację, więc wyczyszczone.

Powiedziałam o problemach z plastrami i chciala mi przepisać tabsy, no ale biorę na adhd i nie chcę obciążać żołądka.

Dowiedziałam się też, że progesteron będę stosowała tak do 2 lat, wówczas mi się ewentualne ogniska endometriozy już wyciszą i będę mogła przejść na sam estrogen i wtedy dostanę globulki. 

Proponowała teraz już żel, ale odmówiłam, bo nie będę ryzykowała, że koty opierając się o gołą skórę wetrą sobie w futro (miałabym go smarować na uda, to lipnie, bo wiadomo pewnie część by się w kołdrę wtarło, więc nie ochroniłabym kotów). 

I cieszę się też dodatkowo, bo serio nie mam ani głowy ani sił psychicznych na załatwianie tego tk... stresowanie się czy coś gdzieś wykryją, itp.

~~~~

Wracając zaszłam do mojego fryzjera a tam urlopy... i do października brak miejsc :D

Czyli jadę na imprezę jak miotła :D bo mam już straszne strąki i chciałam w ogóle je obciąć i wyrównać. 

Mój wujek był sam, bo obecnie pracownik na urlopie i nie dał rady mnie wcisnąć, choć moją mamę wcisnął :P

Pewnie ma na mnie focha bo ostatnio chodziłam do jego pracownika (ale dlatego, że jak dzwoniłam się umówić to odbierał pracownik i sam mnie do siebie umawiał ;) )

Po powrocie z urlopu pracownik ponoć zawalony na maxa.

Plus obecnie przychodzę rzadko więc pewnie nie będą dla mnie robić wyjątków, skoro mają swoje stałe klientki wiadomo.

Walić to, kolejna kasa zaoszczędzona :D W sumie i tak po 5 minutach skakania będę miała tak mokre włosy jakbym spod prysznica wyszła więc serio fuck it! :D

Tiul udało mi się kupić ale niestety tego miękkiego były same końcówki więc musiałam wziąć 2 kawałki, ale od razu miałam wizję przyszycia obu bez łączenia na bokach, bo w końcu kiecka pod nim jest ;) i z głowy :D 

Po drodze namierzyłam ładne sweterki, na przymiarce dwóch się skończyło, bo stwierdziłam, że nie mam jednak sił psychicznych na dobijanie się tym, jak obecnie fatalnie wyglądam w tym co mi się podoba ;))

~~~~

A jutro do pracy stacjonarnej i chyba to mi dobrze zrobi na głowę. Bo teraz jest okres, kiedy kota je ale nadal reaguje z powodu szwów i musimy ten okres przetrwać. A nie potrafię nie cierpieć jak to widzę... Ona z kolei jak jestem w pracy to raczej też przesypia większość czasu, więc też nie będzie tak aktywna z pyszczkiem. 

Chociaż po dłuższym spaniu śluzówka ponoć wysycha i też to podrażnia i kota właśnie reaguje po ziewaniu czy po przebudzeniu się.

I dziś np. nie widziałam aby się wylizywała... pewnie nie boli jej na tyle aby nie móc jeść (tfu, tfu!) ale niezbyt komfortowo aby się wylizywać.

Pewnie i tak polecę znowu na kontrolę w tygodniu... 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.