AKTUALIZACJA.

 Byłam z Wilmą na RTG, chirurg dentystyczny powiedział, że wszystko ok, implant przyjął się bardzo dobrze. 

Wilma nie miała wycinanych resztek szwów, bo powiedział, że to kwestia dni jak odpadną a gdyby teraz zaczął ciąć to może krwawić i zabawa się znowu zacznie z zabliźnianiem.

Ma niestety sporo blizn, które jej będą jeszcze przeszkadzać do czasu aż się rozejdą nieco. A że Wilma jak to nazwał "wrażliwa księżniczka" ;) to będzie dłużej odczuwała niewygodę. 

I to widać, nawet przy wylizywaniu, a o ciumkaniu tasiemek to długo myślę możemy zapomnieć.

Miałam z tego tytułu wyrzuty sumienia, czy ja jej dożywotnio nie załatwiłam drugiego dyskomfortu, ale ona kilka razy dziennie przychodzi do mnie, opiera się o rękę, nogę, czy brzuch i mruczy. Przed zabiegiem robiła to bardzo rzadko. Do tego często widzę jak leży kołami do góry. I po jedzeniu czy wylizywaniu praktycznie nie reaguje wcale.

~~~~

No ale póki co Wilma nadal uwala mi mieszkanie ;) nadal też siebie uwala, codziennie ją muszę wycierać po pracy, bo wygląda jak menel ;) 

Jeszcze nadal reaguje przy jedzeniu, źle jej się układa sucha, ale nie rezygnuje z niej. Mokrą nadal jej miksuję i to chyba się już nie zmieni, bo jak daję taką tylko rozdrobnioną to jej w ogóle nie rusza. A bardzo mi zależy aby jadła tę mokrą. Miksowanie weszło mi już w moją codzienność więc jest emocjonalnie niezauważalne (w przeciwieństwie do sprzątania kuwet :D), jedynie moja głowa do tej pory nie uwzględniła tego do czasu potrzebnego rano przed pracą i wiecznie się spóźniam ;) 

Największy plus miksowania: kuchnia przestała być meliną, staje się nią jedynie na zamknięcie miesiąca.

Ach, jeszcze drugi plus: mikser na wierzchu, wiec o wiele częściej z niego korzystam ;) a ponieważ mycie go od razu weszło w nawyk to pojemniki po szatkownicy też od razu myję ;)

~~~~

Za to w mieszkaniu syf totalny!!

Niedawno widziałam jakąś rolkę dotyczącą ADHD: dziewczyna w łazience przesuwa kosmetyk aby był równo ułożony i było porządunio, po czym wychodzi do sypialni i przeskakuje przez kupę rozwalonych ciuchów :D no qrwa padłam! Bo to jest dokładnie to! Mam rejony, gdzie wszystko poukładane pod linijkę, skarpetki kolorami i porami roku w szufladach, a w sypialni melina... 

Kiedyś 2 tygodnie ogarniałam swój schowek na "przydasie", oklejałam kartony jednakową okleiną w zielone bambusy, żeby wizualnie był ład i porządek ;) Po dwóch tygodniach zadowolona zamknęłam drzwi schowka ;) i doszło do mnie, że właśnie wypacykowałam coś, czego nawet nie widać na co dzień :D a w chacie melina nieprzeciętna nadal...

~~~~

Już pewnie wspominałam, że jestem fanką wieszania prania od razu na wieszakach (nie mam suszarki i to się raczej nie zmieni, bo miejsca mam tylko na małą pralkę).

Wieszam do suszenia wszystko, nawet spodnie za szlufki, a jak nie ma za co powiesić to przewieszę przez wieszak i zepnę klamerką ;) A teraz dodatkowo kupiłam sobie 10 zajebiaszczych zawieszek z łapkami, więc będzie do suszenia pościeli i ręczników! trzymają niebywale mocno (jeden wykorzystałam na zawieszenie za kabel suszarki do włosów i utrzymuje bez problemu!) dla mnie hit!

Niedawno prałam też hurtem legowiska bo wszystkie Wilma wiadomo ma omelane karmą mokrą, do tego buty w ostatnich dniach słonecznych (które też wieszam na wieszakach do suszenia). I okazało się, że brak wieszaków, więc musiałam zdjąć ciuchy, ułożyć na kupkę i oczywiście tak tydzień leżały... 

Wieszaki na liście do kupienia miałam już dawno, więc leżące ciuchy były wystraczającym poziomem wnerwienia aby w końcu je zamówić ;)

Kupiłam 70 szt. :D w tym 10 dziecięcych, bo nie zauważyłam, że to dziecięce :D ale okazało się, że będą idealne właśnie do suszenia legowisk, bo są cieńsze więc o wiele łatwiej przechodzą przez metki tych legowisk, za które zawsze zawieszam przy suszeniu! 

25 kolorowych, 25 czarnych, 10 białych i 10 żółtych (dziecięcych). Białe poszły do łazienki na wieszanie ciuchów, które jeszcze nie są do prania, kolorowe oczywiście do ciuchów o podobnej kolorystyce :D (tu zasada jak z klamerkami: kolor klamerki ma być przybliżony do koloru ciucha :D)

Stare przeznaczyłam do suszenia butów, żółte jak wspomniałam do legowisk. 

~~~~

I czemu o tym wspominam? Bo właśnie kupiłam wieszaki, następnie zostały przydzielone do ciuchów o podobnej kolorystyce, część dostała konkretne przeznaczenie (jak suszenie butów, legowisk, ciuchy jeszcze nie do prania). Tymczasem w chacie melina totalna. 

Wieszaki i klamerki -> coś co tylko dla mnie ma znaczenie i widoczne jest dla mojego oka.

Mieszkanie -> coś co widzą wszyscy...

I m. in. to nazywam popieprzenie z popapraniem ;)

~~~~

Oczywiście z wieszakami dokupiłam też parę innych gadżetów, najbardziej cieszę się z epickich małych biurkowych koszy, do papierków i innych odpadków. Kupiłam trzy: do łazienki (wcześniej używałam białą osłonkę na doniczki :D), do sypialni miedzy łóżkiem a szafką nocną i do korytarza na szafkę (planowałam do pokoju na biurko, ale w razie czego sobie przeniosę jak będę przy nim chciała siedzieć). 

Cieszą mnie podwójnie bo obecnie i w sypialni, i w korytarzu mam papier toaletowy, którym wycieram bródkę Wilmy jak akurat namierzę, że jadła mokrą. I teraz mogę od razu wrzucić do tego kosza :)

Dla mnie to dodatkowy element zmniejszający syf o ileś tam procent. 

~~~~

A dziś obudziłam się z chęcią ogarnięcia meliny i pokonał mnie... zagubiony śrubokręt. Szukałam wszędzie dobre pół godziny i nie ma nigdzie. 

Mam skrzynkę z narzędziami i świętą zasadę, że cokolwiek z niej wyciągnę po zakończonych pracach do niej wraca od razu. Tym razem nie wróciło i jak znam życie przepadło na pół roku... 

A kupiłam podwieszane półki i potrzebowałam nieco poluzować drzwiczki szafki. W końcu mi się udało śrubokrętem składanym (co prawda za małym). Ale to szperanie mnie wymęczyło totalnie ;) 

~~~~

W ogóle ostatnio mam tak, że moje tabsy na adhd bardzo słabo na mnie działają, jestem rozproszona, w pracy zero skupienia, nawet koleżanka często mówi: widzę, że tabsy ci dziś nie weszły ;)

I dziś mnie naszło, że może po operacji potrzebuję większej dawki? Tak jak zawsze w PMSie potrzebowałam zwiększyć z 15 mg na 20 mg. 

I kiedy minęły 3,5 h po przyjęciu porannej dawki (tyle mniej więcej działa ta tabsa na mnie, dziś miałam wrażenie, że może z 1 h... ale nie chciałam brać za wcześnie), wzięłam 20 mg i OMG jaka różnica! totalna koncentracja i co najważniejsze: zero negatywnych skutków w postaci wewnętrznego rozdygotania czy nudności! Muszę też przetestować, bo wydaje mi się, że powinnam dobierać dawkę do dni "życia" plastrów, czyli rano zaraz po zmianie 20 mg, po południu jak już hormony uzyskają optymalne stężenie w organizmie mogę zejść do 15 mg, przez kolejny dzień 15 mg, a trzeciego dnia wchodzić na 20 mg bo już plaster na końcówce to mało hormonów i potrzeba większej dawki medi aby działał.

Trochę mnie to podniosło na duchu, bo ostatnio u mnie depresyjnie.

Dobrze, że jeszcze nie poszłam po receptę, bo właśnie może trzeba będzie zmodyfikować, to umówię się na konsultację do mojego lekarza.

~~~~

Ostatecznie udało mi się dziś trochę poogarniać. Postanowiłam po jednym pomieszczeniu, a nie wszystkie naraz.

Chciałam po prostu widzieć skończony i posprzątany choć jeden pokój ;) 

Zaczęłam od sypialni. Oczywiście miałam mnóstwo drobnicy do wyniesienia, więc postanowiłam wziąć miskę i wrzucałam wszystko co nie było sypialniane ;) 

OMG zakochałam się w tym sposobie! Bo ja na roznoszeniu tych pierdół często się wypalam, a teraz wszystko w jedną miskę i wypad na korytarz :D Po ogarnięciu sypialni rozprawiłam się z rzeczami z miski. To samo z kuchnią zrobiłam ;) 

Jutro dokończę resztę, dziś już mam dość. 

~~~~

Poza tym postanowiłam wrócić do ketogenicznego odżywiania. Węglowodanowe przeczołgało mnie emocjonalnie przeokrutnie...

Od około tygodnia ograniczam mocno węgle proste i już odczuwam większą stabilizację emocjonalną. Plus przestałam mieć zachciewajki. 

Tylko żarcie nudne, w przyszłym tygodniu może coś upichcę nowego, jak jutro ogarnę chatę. 

~~~~

Jeszcze tylko wspomnę o wyjeździe: było epicko! Choć jak myślałam o nim to aż mnie bolało, tak nie miałam ochoty jechać. 

Ale to następnym razem trochę napiszę i wrzucę jakieś zdjęcia z gry plenerowej ;)

Komentarze

  1. Jakos tu nie zagaladam chociaz mam w ulubionych a tu dzis patrze i nowy wpis:). Fajnie bo jak wiesz nie mam z kim zjesc juz obiadu w poniedziałek.... wiec sobie poczytalam przy obiedzie..O fajnie z wieszakami. Ja tez wiekszosc susze na wieszakach bo potem latwiej prasowac albo nawet nie trzeba. Dobrze ze z kitkami uklada się powoli.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.