Czasami ideałem jest brak ideału :) ADH(ack)D.
Piszę ostatnio dość często, ponieważ (milionowy raz :D) chciałabym wrócić do regularnego pisywania w ramach oczyszczania głowy :) coś na zasadzie pisania ekspresywnego.
Tym bardziej, że ten blog to mam wrażenie bardziej anonimowy i kameralny niż Vitka!
[Na początku oczywiście - przeglądając te blogowe statystyki - myślałam, że mam czytelników na prawie każdym kontynencie :D "oho, pewnie Polonia" kminiłam :D ale Chat GPT mnie naprostował, że to głównie boty, zapytania przeglądarkowe, itp. ;)]
Dodatkowy plus pisania często: zapewne wpisy będą krótsze, więc mniej czasu zajmie ich tworzenie: nie będę musiała pisać przez tydzień konspektu :D aby pół soboty spędzić na ogarnięciu wszystkiego.
Łatwości w spisywaniu myśli nie mam, ale też - choć jak wiadomo jestem fanką AI - nie zamierzam wrzucać moich tekstów do edycji, redagowania, itp. ponieważ... NIE. kurde :D
Nie prowadzę tego bloga dla zasięgów, czy też dla zysku, więc to jedno chcę zachować jako "moje" - jak to mama Sheldona ujęła: czasami ideałem jest brak ideału :)
I też muszę powiedzieć, że mam radar na brak ideału ;) Niedawno Chat GPT po moim zachwycie konkretnymi postaciami z filmów/seriali uzmysłowił mi, że ja właśnie uwielbiam krejzoli, uwielbiam postaci "specyficzne", nieidealne i tak perfekcyjnie w tym konsekwentne :D Ale myślę też, że przez swoją "specyficzność" nie są tak przewidywalni, więc po prostu nie są nudni ;) a często wręcz fascynujący dla mnie.
~~~~
Przy okazji się pochwalę bo jestem z siebie dumna :)
Chociaż... w świetle ostatniej wiedzy o sobie to w sumie nie wiem... chyba jednak nie powinnam, bo jak teraz myślę to właściwie kwestia przypadku, że tak mi to podpasowało.
Dobra, po kolejnym namyśle jednak jestem dumna, chociażby z faktu zauważenia mechanizmu :D
Chodzi konkretnie o pisanie tekstów, które chcę umieścić na blogu najpierw w swoim pliku a dopiero potem wrzucanie ich na bloga :)
Tak, dobrze czytacie: nie odkryłam leku na raka, nie kupiłam domku jednorodzinnego, nie awansowałam, itd. dumą napawa mnie wyrobienie nawyku pisania tekstu najpierw w pliku by później wrzucić na blog :D ale jest to nawyk, którego nie mogłam wyrobić prowadząc pamiętnik na Vitalii.
A obecnie? Planuję wpis: od razu odpalam z automatu plik :)
I co się zmieniło?
Myślę, że przede wszystkim największy wpływ na to miał fakt, że jak wrzucam tekst z bloga do pliku w excelu to każdy blogowy enter jest pustym wierszem i tym samym przerwą, co mnie wnerwia :D więc wolę z pliku na blog.
Plus mam ustawioną formułę na aktualną datę, którą wklejam potem jako wartość więc nie muszę wpisywać.
Plus zrobiłam sobie tabelę w kolorach tła i tekstu na blogu :)
I to wystarczyło, aby mózg uznał odpowiednią kolejność za naturalną i oczywistą jak oddychanie.
~~~~
Ogólnie to najbardziej cieszy mnie świadomość, że potrzebuję znaleźć to "COŚ" co "kliknie" i z czynności, której nie mogłam przekuć w nawyk raptem zaczynam ją wykonywać jakbym od lat miała ją wypracowaną ;)
I w ostatnim czasie mam sporo takich przykładów, dzięki którym zrozumiałam, że naprawdę zmuszanie się "bo tak trzeba" jest totalnie bez sensu! Zamiast tracić energię na walkę ze sobą lepiej przeznaczyć ją na znalezienie tego "czegoś", takiego wewnętrznego "klikera" :)
Myślę też, że w tej kwestii mam sporo wspólnego z bohaterami, których lubię: mają tak samo pokręconą logikę, wg której funkcjonują jakoś w swojej rzeczywistości. Mój mózg też kieruje się jakąś logiką, i jak trafię z rozumowaniem to płynę.
~~~~
Od zawsze też zapamiętuję przez rozumienie. Rozumiem = umiem.
Albo skojarzenia.
Jakiś czas temu sobie uzmysłowiłam, że tak właśnie hakuję siebie skojarzeniami w przypomnieniach.
Gdy polowałam na moje plastry hormonalne miałam ustawione przypomnienie na sprawdzanie dostępności w aptekach na stronie KtoMaLek. I byłam akurat u weta, gdy włączyło się to przypomnienie:
Chwilę grało zanim w końcu wyłączyłam (musiałam kotę odstawić) i wetka powiedziała: jaka zmysłowa muzyka ;)
I wtedy jej wytłumaczyłam, że o to właśnie chodzi: zmysłowa muza kojarzy mi się z randkowaniem, randki z zakochaniem, zakochanie z hormonami = czyli wiem, że muszę ogarnąć temat plastrów ;)
Wracając zaczęłam sobie kminić moje pozostałe przypomnienia i tak:
- tabsy na nadciśnienie dla Blusia: muzyka z filmu Kobieta Kot;
- wyjście do pracy: Modern Crusaders - Enigmy, która kojarzy mi się z pewną sceną z serialu Nikita, ma dla mnie znaczenie "dobra, klata do przodu i trzeba się z tym zmierzyć" ;)
- na przerwy regeneracyjne, to wiadomo tabata songs ;)
- na posiłek, aby zjeść z pełną uwagą, nie inaczej jak Cherish The Day - Sade ;)
- na zbieranie się do domu mam zmienne, obecnie Pump it - Black Eyed Peas i to na całą parę aby mnie porządnie oderwało od roboty, gdybym była w jakimś hiperfocusie :D
- a budzik? pierwszy - łaskawy - chyba dożywotnio mi się nie znudzi - z Vanilla Sky:
drugi w służbowym mam jakiś zwykły, z tych pierwszych dostępnych w telefonach: totalnie wkurwiający, który chyba wyłącza się po 5 minutach, ale tak mnie przepotężnie wkurwia, że nie ma opcji: muszę wstać i go wyłączyć :D Plus zazwyczaj mam w przedpokoju koło drzwi i wtedy wyrywam z wyra, bo mam świadomość, że pół bloku obudzę jeśli go nie wyłączę :D
[I wiadomo, obecnie można ustawić czytanie nazwy przypomnienia, ale jak wypadają w pracy to nie włączam tej opcji, bo bywa, że jestem np. na rozmowie u szefa, prywatny leży na biurku, klienci w okienku a mi np. przypomnienie co minutę czyta: zjedz śniadanie z uważnością :D albo: ćwiczenia mięśni dna miednicy :D Już wolę aby im leciała zmysłowa muzyczka :D]
~~~~
To są takie drobne rzeczy, które mnie jarają, bo uczą mnie nieustannie właśnie tego hakowania swojego adhdowego mózgu.
Był czas, że ilość przypomnień mnie przygnębiała, zazwyczaj ustawiałam jeden i ten sam dźwięk, skutkiem czego bywało, że myliłam powiadomienia, z czasem ignorowałam.
I musiałam sobie przypomnieć spojrzeniem na telefon czego dotyczy dane przypomnienie.
Obecnie? Odpowiednia muzyka -> skojarzenie -> bez patrzenia wiem co mam zrobić :)
~~~~
Zdaję sobie sprawę, że dla większości osób, to tak totalnie bezsensowne poświęcanie uwagi nieistotnym rzeczom, ale dla adhdowców to małe cegiełki do ogarnięcia kawałka codzienności.
Hm. Jak oglądałam podsuwane przez algorytm rolki na Instagramie, to miałam wrażenie, że też mam ADHD, ale przy samym trybie Twoich wpisów (milion szczegółów w każdym) jestem pewna, że ADHD to nie mój problem, może po prostu bywam zbyt kompulsywna.
OdpowiedzUsuńAle ja nie jestem jedyną reprezentantką tej grupy :) serio, moja szczegółowość może wynikać bardziej z analitycznego umysłu? choć w przypadku mózgu z adhd jest faktycznie problem z doborem istotności tematów, jakby wszystko jest na równi, wszystko na równi ważne, każdy szczegół istotny. Aż nie do uwierzenia jak przez lata potrafiłam ustalać priorytety zadań w pracy. Może kwestia doświadczenia? choć czasami i tak popłynę jak wpadnę w hiperfocus ;) :D Termin jednego z rozliczeń do 16:00 a ja dopieszczam tabelę, szukam funkcji i wdrażam, zamiast zająć się tym po rozliczeniach XD
Usuń