Kuchenne rozkminy. Air fryer.

Siadłam dzisiaj do wybrania zdjęć i się poddałam :D 

Ileż można trzaskać ujęć jednego i tego samego?! okazuje się, że męcząco wiele! 

Ten sam widok, ale tu inny układ chmur, tam mgła, tu inne światło... omg! 

Nie mam na to sił ;) 

A najgorsze, że te zdjęcia w ogóle nie oddają tego uroku!

~~~~

Dziś poleciałam do rodziców po swój wózek na zakupy, który zostawiłam u nich tydzień temu jak podlewałam kwiaty, ponieważ szłam prosto od nich do lekarza z nogą. 

I zorientowałam się, że zapomniałam o dwóch kwiatach ustawionych na górnych półkach... i pół paprotki suszka 🙈 jprdle, jak ja się nie nadaję do kwiatów! 

Tata jeszcze mi opisał, które zwykłą wodą, które z odżywką, czy lać normlanie górą czy do podstawki. Miałam tylko podlać zgodnie z instrukcją i nie pominąć żadnego, który wymagał podlania! Trzy razy obchodziłam mieszkanie upewniając się, że wszystkie podlałam! A dziś patrzę na ścianę i... nie wierzę... jakim cudem ich nie widziałam?? ehh.

Rodzice kwiatów mają mnóstwo! U mnie aktualnie jeszcze dwa kaktusy ostatnie walczą ;) wyjątkowo wytrwałe! bo serio podlewam może raz na dwa miesiące 🙈

A teraz jeszcze mama powiedziała, że jakiś jeden w sypialni ma wszystkie liście żółte! Przecież byłam tam dzisiaj i nie widziałam :D po prostu nie wierzę!

~~~~

Anyway, u rodziców zjadłam kabany, które sobie kupiłam robiąc im zakupy. Postanowiłam zjeść aby nie iść na głodniaka do Netto po swoje ;)

I w międzyczasie zapytałam Chata GPT co mi proponuje kupić w Netto do diety keto śródziemnomorskiej i zrobił mi listę zakupów z opcją odhaczania i wykreślania po realizacji! Plus zajrzał do gazetki i powiedział na co jest dziś promka :D No kurde padłam! :D 

Nakupowałam sporo nabiału i warzyw, do tego orzechy. W zamrażarce mam 2 kg udźca z indyka i zamierzam zrobić w wolnowarze.

I zapchałam tymi zakupami praktycznie całą lodówkę, po czym zgłodniałam, otworzyłam ją i... zamknęłam. Bo dla mnie nie było tam nic atrakcyjnego do jedzenia ;) 

Czego szukałam? jakiegoś kawałka mięsa do chwycenia i zjedzenia, czy kawałka sera, albo kabana. 

Lodówka po brzegi zawalona zdrowym jedzeniem a ja żałowałam, że nie mam parówek 🙈

~~~~

Poebane to!!! W końcu mnie olśniło, że gdybym miała takie np. polędwiczki z piersi kurczaka  upieczone/usmażone w aromatycznych przyprawach to nie byłoby dla mnie żadnego problemu, aby chwycić ten mix sałat, dorzucić pomidora, oliwki, oliwę i właśnie tego kurczaka na zimno.

Bo jednak otworzenie mozzarelli, wylanie wody, pokrojenie, dodanie kawałka fety, pokrojenie - to już dodatkowe czynności, które sprawiają wrażenie "pierdzielenia się" ;) Taka parówka czy kabanos wymagające otwarcia opakowania i zjedzenia są po prostu mega konkurencyjne ;)

Za to takie upieczone/usmażone kawałki polędwiczek z piersi kurczaka w aromatycznych przyprawach, zamknięte w pojemniku gotowe do zjedzenia na zimno, to już zupełnie co innego - ze względu na zdrowotność będą miały absolutne pierwszeństwo przed kabanem czy parówką (żeby nie było - nie jem tego aż tak często :D) 

~~~~

Tylko jak mam odpalać piekarnik, wyjąć wszystko z tego piekarnika (blachy i patelnie), czekać te 15 minut aż się nagrzeje, potem po wszystkim przez tydzień obijać się o blachy czekające na umycie bo są wielkie i zawsze dodatkowo zaleję pół blatu ;) więc mam totalny opór przed ich myciem! to już wiem, że nie ma szans na takie pieczenie. 

I wrócił temat air fryera ;) 

Oczywiście od razu z zapytaniem do Chata GPT czy dobrze myślę, że zmniejszyłby mi tarcie/opór? Potwierdził i zaproponował niskobudżetowy Xiaomi Smart Air Fryer 6,5 l. Będę polować na BF, aktualne ceny znam więc będę wiedziała czy promka jest realna czy sztuczna.

Sprawdził w opiniach, że łatwo się czyści, można też w zmywarce i przede wszystkim jest w miarę tani. Ja nie potrzebuję żadnych bajerów, tylko włączyć, usmażyć, wyłączyć, umyć :D

Nie będę też cudować, nie wiadomo jakie potrawy wymyślać, żadnych ciast, deserów, tylko właśnie coś ketogenicznego i na szybko. 

Bo moje mięso z wolnowara choć fajnie wychodzi i kruche to jednak jest to spoko opcja do pracy, gdzie otwieram słoik, wkładam do miseczki, dokładam warzywa na patelnię i do mikrofali. Po odgrzaniu posypuję serem, dolewam oliwę i jem.

Ale w domu to już mi się tego nie chce, skoro jadam to prawie codzienne w pracy, w różnej kombinacji warzyw i z różnych mięs. 

Plus w pracy jakby oprócz Żabki innego wyboru nie mam, w domu wiadomo: czym lodówka bogata :D 

~~~~

Ostatnio ciągle szukam zamiennika dla mięsa z wolnowara i warzyw na patelnię, a może po prostu wystraczy urozmaicić pozostałe posiłki?

I teraz nawet myślę, że mam po drodze z pracy Gzellę, babeczki zapewne by mi te piersi nawet pokroiły jakbym poprosiła, więc w domu wystarczyłoby je obmyć i obsypać przyprawami, którymi by przeszły w czasie rozgrzewania air fryera, w końcu byłyby to kawałki, grubsze, ale nadal kawałki. 

Jakiś czas temu kupiłam u nich polędwiczkę wieprzową natartą musztardą i przyprawami, owiniętą w plastry boczku, w smaku było bardzo dobre! Babeczki polecały właśnie zrobić w air fryerze, ponoć wychodzi bosko. Ja robiłam na patelni i ogólnie bardziej się poddusiło :D

~~~~

Ciągle szukam różnych opcji, przede wszystkim na zmniejszenie oporu. 

Bo to jest absurdalnie durne jak jeden krok/rzecz/zmiana potrafi zmienić wszystko! 

Np. kupiłam te podwieszane półki do kuchni. I jedną przeznaczyłam na silnik od mojego blendera ręcznego. Odkąd blenduję kocie karmę to właściwie nie odpinałam go z gniazdka, zazwyczaj kładłam go na kuchence rano, na szybko, bo jak odczepiłam na blat to się walał. Potem jak gotowałam to mnie wnerwiał, więc zazwyczaj zwisał oparty o szafkę, choć czułam, że dla kabla to nie jest zbyt dobre rozwiązanie ;)

Teraz jak dostał swoje miejsce - też na wierzchu, ale konkretny kawałek przestrzeni, to odpinam go za każdym jednym razem po skończonym blendowaniu i odkładam na to miejsce. I od pierwszego odpięcia i położenia na tę półkę robię to totalnie bez jakiegokolwiek ładunku emocjonalnego, w sensie jaram się tym rozwiązaniem :D, ale nie jest to żadnym kosztem dla mnie i robię to już na autopilocie.

Wcześniej też miał swoje miejsce: w szafce. Ale to trzeba było zrobić dodatkowy krok: otworzyć szafkę ;) Brzmi absurdalnie, wiem, ale na tym właśnie polega radzenie sobie z ADHD: na minimalizowaniu kroków, zmniejszaniu tarcia. Bo ADHD to problem wykonawczy. 

~~~~

Kupiłam też półkę podwieszaną, którą zamontowałam pod blatem i w końcu mam miejsce na wytłoczki do jajek, które zanoszę do sklepu na wymianę przy zakupie. Do tej pory wiecznie się walały po kuchni, bo miałam na nie przeznaczoną siatkę zawieszoną z boku szafki, ale była w głębi więc musiałam się tam zanurzyć. 

I kolejną kupiłam z dodatkowymi zawieszkami na ścierkę, ręczniki papierowe (przeznaczyłam na ręczniki bambusowe wielorazowe, którymi czyszczę Wilmę) i dodatkowe haczyli na kubki/łopatki. Oczywiście miałam osuszacz przyczepiony do suszarki na naczynia nad zlewem, ale wiadomo to w szafce ;) wiec ciągle ścierka się walała gdzie popadnie, zazwyczaj próbowałam ją wieszać na kranie, ale często spadała. Teraz wisi na tej podwieszanej półce i ląduje tam za każdym jednym razem po użyciu! Do tego położyłam sobie na tej szafce talerzyki na karmę kotów, co mnie jara, że nie muszę nurkować w szafce :D i elektrolity, abym o nich pamiętała. 

Podobnie ze ściereczkami do rąk i do wycierania naczyń na sucho. Miałam haczyki przy kuchence, wiec za każdym razem gdy sięgałam po patelnię z kuchenki musiałam je zdjąć inaczej się zahaczały i wyrywały haczyki.

Były też nisko, więc gdy wycierałam ręce zazwyczaj spadały z haczyka, wtedy na szybko je gdzieś walnęłam na blat albo oparcie hokera i nieustannie ich szukałam.

Któregoś dnia powiesiłam je na haczyk umiejscowiony na bocznej ścianie, który miałam wstępnie przeznaczony na miotłę i szufelkę, ale nie zdał egzaminu, bo nie udźwignął ich ciężaru. 

I OMG jak to zmieniło wszystko! Teraz ścierki nie spadają, nie walają się, nie szukam ich nieustannie, bo wiszą w tym jednym miejscu a ja tylko podchodzę i osuszam ręce.

A gdy potrzebuję przetrzeć na sucho to biorę drugą i od razu wraca na swoje miejsce. 

Jedna mała zmiana! a totalnie przestawia klepki w mózgu osoby z ADHD i zmienia zachowanie ;) 

~~~~

Czytam to co napisałam i no cóż, taka moja rzeczywistość. Mam 48 lat i wciąż szukam sposobu na zhakowanie swojego mózgu. Co też często oznacza, że wprowadzam funkcjonalne zmiany, które są niezbyt atrakcyjne, bo wiadomo takie podwieszane półki wyglądają - delikatnie rzecz ujmując - mało stylowo ;) ale ja już naprawdę mam to w doopie, ważne, że nie walczę o wolny kawałek blatu a odstawianie rzeczy na miejsce nie kosztuje mnie emocjonalnie ;)

A tak poza tym mam poczucie, że weszłam napisać o czymś innym :D  

Komentarze

  1. No! Miałaś nam jakieś fotki pokazać chyba 🤔. Wybierz losowo i tyle.. Co do piekarnika - nie trzymaj w nim tylu rzeczy, a do pieczenia mięsa, kup oddzielne naczynie, jedna tylko rzecz będziesz miała do umycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybiorę w końcu :D Ja mam malutką kuchnię, nie mam gdzie indziej tego trzymać ;) I w sumie mam żaroodporne naczynie ale i tak jak wyjmę wszystko to potem tydzień to chowam ;) silniejsze ode mnie :D Ja wiem, że to trwa tylko chwilę, ale sęk w tym, że każdego dnia mam milion takich rzeczy, które zajmują chwilkę ;) i potrafię nie zrobić żadnej bo mnie ich mnogość przytłoczy. Nie umiem Ci tego inaczej opisać, są rzeczy które robię od razu bezkosztowo, a są rzeczy, które praktycznie są bezkosztowe a mnie kosztują ogromnie dużo.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.