Szczyrk.

 Ok, czas połknąć tę żabę ;) bo odwlekam i robię przedsmak a okaże się, że nie było czego :D

Wybrałam sporo zdjęć, ale teraz się zastanawiam czy przypadkiem nie ma tutaj jakichś limitów ;) I standardowo bez obróbki bo już na to czasu nie mam kompletnie.

Najpierw widoki z balkonu tarasowego:








Na końcu widać restaurację zewnętrzną, przypuszczam dostępną latem. Musi być tam epicki widok!

Na piętrze przy windach: 


Ta rzeźba Bator była oszałamiająca! Ale nie mogłam zrobić dobrego ujęcia bo ciągle pod słońce...




W pokoju takie powitanie :D




Pierwszego dnia była kolacja o 18:00 z tańcami. 
I niestety nie poszalałam za długo, ponieważ nasi panowie nas zostawili i poszli chlać z innymi do pokoju ;) Siedziałyśmy więc same przy stoliku i jak babcie około 23:30 poszłyśmy do pokoi :D

Rano szef pyta, jak się bawiłyśmy więc powiedziałam, że lipa totalna: jak stara jestem tak jeszcze nie zdarzyło mi się wyjść z imprezy o 23:30 :D
Przeprosił i powiedział, że tego wieczoru będą z nami do samego końca ;)

~~~~

Po śniadaniu o 10:00 zbiórka w lobby na geocatching :) Zapisało się 40 osób ale przyszły tylko 22 :D co było do przewidzenia w sumie :P Ponoć impra była do 4:00 ;)
Dla mnie było epicko! 

Byliśmy podzieleni na 4 grupy, Młoda dostała tablet i latała z nim uciekając przed czerwonym duszkiem, który na nas polował i zabierał nam punkty :D
Był też niebieski duszek, którego należało gonić aby uzyskać punkty. 
W skrzynkach były cyfry do sejfu z nagrodą, można było zdobyć 3, czwartą można było wykupić za uzbierane baranki (zdobyte w róznych punktach).

Każda z drużyn mogła też wysłać innej "bombę", która blokowała tablet na 2 minuty, nic nie można było zrobić. Nam ktoś wysłał w trakcie jak zdobyliśmy drugi punkt i już nie mogliśmy wysłać odpowiedzi, nawet po tym jak nas odblokowało. Wnerwiliśmy się bo my od razu  postanowiliśmy, że to zabawa i nie wysyłamy nikomu, na szczęście można było zobaczyć, która drużyna nam zrzuciła, więc oczywiście się zrewanżowaliśmy ;) I gdy sami tego doświadczyli to dali spokój ;) 

Było kilka punktów na terenie hotelu, a jak widać jest ogromny! 
W pierwszym naszym punkcie trzeba było na stacjonarnym rowerze zblendować owoce: blender był podłączony do roweru i w zależności od tego jak długo i szybko pedałowaliśmy tak się ostrza kręciły i blendowały :D Kolega zaczął a potem ja dokończyłam :) Koleżanka piła :D

W kolejnych np. trzeba było połączyć zdjęcia tematycznie, ułożyć puzzle, zagrać w grę karcianą, koło fortuny z pytaniami, ułożyć piosenkę, jakiś wierszyk :D w wielu też punktach trzeba było odpowiedzieć na pytanie, które znajdowało się w ukrytej skrzynce, więc zawsze było polowanie w okolicy oznaczonego miejsca. 

A w jednym punkcie np. mieliśmy zrobić skakankę z butelek pet bez ich nacinania ;) I ja zaproponowałam aby dziubki gumką recepturką mocować do sznurka, kolega z kolei taśmą mocował tyły :) Na końcu trzeba było przez nią przeskoczyć minimum 10 razy i zostało zaliczone jeśli żadna butelka nie odpadła.
Śmiechu było co niemiara! 




Na kole fortuny choć pomyliliśmy się w pytaniu dostaliśmy maksymalną ilość baranków, za to, że nam się chciało bawić :) Pan był mile zaskoczony naszym nastawieniem, powiedział, że rzadko spotyka taką grupę. I najpierw pomyślałam sobie: po co się zapisywać jak się nie chce mieć fanu?? Ale potem mnie naszło, że być może firmy organizują takie gry terenowe jako obligatoryjne w celu integracji?

~~~~

Anyway, z hotelu był podstawiony autobus aby zabrać nas do centrum, ale niestety spóźniliśmy się dwie minuty, a raczej on szybciej wyjechał o 2 minuty i przypuszczamy, że to sprawka tej drużyny, która nas zablokowała bo widzieli, że biegniemy w jego kierunku. W ogóle ta drużyna była serio tak agresywna :D jakby to były nie wiadomo o jaki puchar zawody :D Wypruli biegiem z hotelu, potem jak my sobie szliśmy spacerkiem dodatkowo rozmawiając i poznając się, oni przechodzili obok sprintem i przeciskali się mówiąc: przepraszamy, nam się spieszy :D OMG :D 

No ale skoro nam uciekł autobus to nie pozostało nic innego jak zejść ścieżką, która była naprawdę stroma! Aż nas kolana bolały, ale starsza koleżanka poleciła schodzić lekko bokiem i to naprawdę sporo dało! 

Widoki były przepiękne, mnie najbardziej urzekła zieleń, wszędzie dookoła, plus wiadomo górzyste tereny. I te domki z elementami drewna, udekorowane kwiatami, czy innymi ozdobami. Ja ciągle oczywiście z tyłu za drużyną, musiałam dobiegać bo trzaskałam foty po drodze ;) [wkleiły się trochę nie po kolei]


Tu układaliśmy puzzle ;) 





Zejście z hotelu, tu jeszcze łagodne:






Tutaj jedno z miejsc, w których była ukryta skrzynka z pytaniem i odpowiedziami z opcją wyboru :)
















To co mnie również absolutnie zachwyciło to epickie wioski: dyniowa i linowa:










Po zdobyciu wszystkich punktów poszliśmy na zakupy, głównie po oscypki, wiadomo ;) 
Okazało się, że jeszcze godzina czasu została do autobusu, więc postanowiliśmy wrócić piechotą. I ja oczywiście najbardziej wszystkich przekonywałam a kurde ostatnia weszłam i ledwo ducha wyzionęłam :D Masakryczną mam kondycję! 

Ale ostatecznie i tak cieszyłam się, że dałam radę, były to moje pierwsze takie wysiłkowe zajęcia po operacji. Tego dnia do samej imprezy miałam zrobione prawie 14 tys. kroków, w tym pół godziny wejścia pod górę, mega stromą dodam.

W hotelu czekała na nas organizatorka, zdobyliśmy w sumie 2 cyfry, trzecią wykupiliśmy za baranki a czwartą za piosenkę :D Oto nagrody :D :D :D



Były przeróżne śmieszne rzeczy do wyboru, takie jak kiecka słomkowa do tańca hawajskiego hula, kolorowy irokez, śmieszne okulary, czy siwe włosy z brodą :D Od razu pomyślałam o tej walecznej drużynie :D co to musiał być za zawód dla nich :D

My oczywiście beka na maksa, wszyscy zaczęli się przebierać, w tym samym czasie jeszcze jedna grupa swoją skrzynkę również zdobyła i po prostu jeden wielki śmiech :D

Na obiedzie pokazałam koledze co wygraliśmy on spojrzał na tę maskę i taki zszokowany rzekł: co ty mi za rajstopy pokazujesz! :D Myślałyśmy z dziewczynami, że z krzeseł pospadamy :D Później przyniosłam tę maskę na imprezę tak koło północy, koleżanka swoje okulary i chłopaki od razu te gadżety przytulili i tańczyli w nich cały czas :D

Ogólnie druga impreza była prawie cała wyskakana! Chłopaki z nami do samego końca, szef ciągle na parkiet wyganiał, więc ja nogi miałam normalnie w doopie! Zgrzana byłam niesamowicie, musiałam schodzić na ostudzenie ;) I schodziłam też na piosenki, których albo nie znałam, albo nie umiałam do nich tańczyć na trzeźwo :D bo oczywiście nie piłam alko. Wyszliśmy prawie ostatni po 4:00 :D

Tak więc wyszalałam się za wszystkie czasy! Młoda mnie później w aucie podsumowała: nie wiedziałam, że ty taka dzika w tańcu jesteś :D No ba! :D

~~~~

Wyjazd uważam za mega udany, pomimo pierwszego dnia, właściwie już gra terenowa wynagrodziła mi tamten wieczór :) Ostatecznie było epicko! 

Były też zabawne momenty: zawsze chodziłam do swojego pokoju do toalety, bo od razu się trochę ogarniałam ;) ale pod koniec już mi się nie chciało, więc weszłam do tej ogólnej i nagle tak się wystraszyłam w drzwiach! Bo zobaczyłam kątem oka jakiegoś wielkiego potwora normalnie! Po czym patrzę, a po prawej stronie wielkie lustro :D Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam się cała bo w pokoju nie było lustra do ziemi :D Jaka byłam uradowana, że dopiero teraz - jak już właściwie koniec imprezy :D :D :D

Był też moment, gdy dosiadł się do mnie kolega na pogaduchy, z którym często w pracy sobie pytlujemy jak już się zdzwonimy. Siedzi taki napruty i patrzy na Młodą, po czym rzekł: wiesz co, my to jednak mamy w firmie takie ładne dziewczyny! nasze są najładniejsze! Po czym spojrzał na mnie i dodał: a jak nie są ładne to przynajmniej kumate :D :D :D No kurwa o mało z krzesła nie spadłam :D :D :D Rano ten jego tekst stał się viralem :D on jeszcze o tym nie wie, ciągle zapominam do niego zadzwonić i mu o tym przypomnieć, a prędzej uświadomić, bo był w takim stanie, że na bank tego nie pamięta :D

A! I zaliczyłam znowu upadek z łóżka :D Na trzeźwo :D Łózka tam były bardzo wąskie, ja spałam na brzegu, na boku tyłkiem wysunięta w stronę brzegu łóżka. Zapewne przez sen musiałam się przekręcić na drugi bok i łóżko się skończyło :D Jak się znalazłam na podłodze, to byłam w tak ciężkim szoku, że mam powtórkę z rozrywki a przecież ani jednej kropli nie wypiłam, że siedziałam dłuższą chwilę nie mogąc się otrząsnąć :D :D 

To chyba na tyle :)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.