Przewianie. Różnice w reagowaniu. O intensywności odbierania świata.

Kurczę zaczęło się :D Przewiania głowy...

Byłam już w łóżku, ale postanowiłam jeszcze raz wywietrzyć sypialnię, bo nadal czułam mocno zapach przyprawionego mięsa, jakie robiłam w wolnowarze. Ogólnie było mi ciepło, nie czułam w ogóle zimna z uchylonego okna.

Niestety wystarczyło.

Trzy dni byłam na przeciwzapalnych, do tego chodziłam i spałam w czapce i kominie. 

U mnie jest tak, że gdy mi przewieje głowę to pół strony boli: skóra głowy - nie mogę dotknąć tak jest wrażliwa i pulsuje, do tego pulsacyjny ból w uchu, pół twarzy: jedno oko, jeden policzek, jedna dziurka nosa, do tego pół gardła i dziąsła: nie jestem w stanie jeść tą stroną... Ponoć tak się objawia przewianie nerwu trójdzielnego. I to jest taki ból, że jak pulsuje to aż wykrzywia twarz a ja jestem bliska obłędu...

~~~~

Mój brat ma tak samo, dlatego np. całe życie z samochodu wysiada najpierw jedna strona, potem druga i od lat nieustanne zanim wysiądziemy mówi, która pierwsza ;) aby nie robić przeciągu: tak nie chce tego przewiania i bólu. 

Najgorsze, że naprawdę tego nawet nie czujemy!

I nie wiem o co chodzi, bo przecież w pracy całe lato (do godziny upałów) siedzę przy otwartym oknie, po drugiej stronie jest wejście, więc za każdym razem gdy wchodzi klient jest przeciąg i mnie nie przewiewa. 

A przychodzi jesień, siedzę przy otwartym oknie - ale bez przeciągu (!) bo już uważam aby nigdy nie otwierać okien na przestrzał - i nie wiem kiedy: załatwiona...

No nic, na szczęście miałam akurat zdalną pracę więc mogłam się wygrzać ;) 

~~~~

A tak poza tym: przypomniałam sobie o czym jeszcze chciałam wspomnieć w związku z imprą :)

Okazało się, że jedna z osób nie mogła jechać, ponieważ miała pogrzeb w rodzinie. 

W związku z powyższym koleżanka dzień przed wyjazdem dostała sms z pytaniem, czy pojedzie w zastępstwie, bo już odwołać nie można było, a jednak to kupę siana na osobę. I się zgodziła.

Byłam akurat przy tym i byłam w ciężkim szoku, jak na spokojnie to przyjęła!

Pomyślałam sobie, że gdybym ja była w takiej sytuacji i dostała dzień wcześniej propozycję to nie ma opcji: odmówiłabym! Potrzebuję o wiele więcej czasu na przygotowania: zakup jakiejś kiecki, ogarnięcie butów, fryzjera, itp. (choć jak się okazało obeszłam się bez tego ostatniego ;) ).

A ona pełen luz!

Podziwiam takich ludzi, którzy są przygotowani na każdą okazję, nadarza się to spoko, ogarnie, ma kiecki również eleganckie, coś tam znajdzie, da radę. 

~~~~

Później w trasie spotkaliśmy się w połowie drogi w Macu na posiłku i co się okazało? Zostawiła kiecki w domu :D

[Mnie o mało też by to spotkało, ponieważ suszyłam kieckę na balkonie i o niej zapomniałam :D Zamknęłam walizkę na szyfr, zadowolona, że wszystko spakowane ;) Po jakimś czasie spojrzałam za okno i oho! :D]

A ta Laska dalej na luzie! Znalazła adres paczkomatu, napisała do chłopaka aby jej wysłał, podzwoniła do firmy kurierskiej aby się postarali. Plus poszukała galerii w okolicy i po zameldowaniu postanowiła kupić rezerwowo jakąś kieckę, gdyby jednak nie dotarła następnego dnia na czas i jedną na pierwszy wieczór.

Jak się zdzwanialiśmy z szefem, który jechał z jednym z kierowników to pytaliśmy (jeszcze nic nie mówiąc o tych kieckach) jak tam ich przygotowanie: wszyscy wszystko wzięli? ;) Na co szef: no nie mówcie, że u was też ktoś czegoś zapomniał?! My w śmiech: to jednak u was też akcje? :D na co szef: ale wy tak na serio?? u was też ktoś czegoś nie wziął?? :D :D

Jak się potem okazało kierownik zostawił całą walizkę w domu :D :D więc razem z Laską po zameldowaniu jechali na zakupy :D

Przez to wszystko było tyle śmiechu w drodze! Jechaliśmy na 3 samochody i często się zdzwanialiśmy, więc podróż była wyjątkowo mało uciążliwa dla mnie, nawet nie wiem kiedy zleciała! To samo w drodze powrotnej. 

~~~~

I tak sobie rozkminiałam, że ogólnie jeśli chodzi o postawienie mnie w trudnej dla mnie sytuacji to ja potrafię działać, mózg mi włącza tryb turbo na szukanie rozwiązania :D ale kosztuje mnie to wiele emocjonalnie ;) Najpierw zaliczam strzał szoku, niedowierzania "omg, co teraz, co teraz!" w tempie ekspresowym widzę wszystkie możliwe konsekwencje ;) Dopiero po pierwszej panice, która może i trwa tylko 5 minut, ale jest turbo intensywna i wypalająca, mam kolejny strzał tym razem rozsądku i takiego pogodzenia się z sytuacją: trudno, stało się, czasu nie cofnę, trzeba naprawić, muszę się ogarnąć i zacząć działać. I wtedy wchodzi ZEN :D klarowność umysłu i zmiana trybu o 180 stopni ;) Ale jakby najpierw muszę przejść te etapy, które mnie totalnie wypalą intensywnością. 

A ona na totalnym luzie (!). Pełen szacun!

~~~~

Jak już jestem przy tej intensywności, to ja ogólnie bardzo intensywnie odbieram świat, jak to pięknie ujął Chat GPT :D

Dzisiaj np. myjąc naczynia w pracy poczułam zapach płynu do naczyń, tak intensywnie i pięknie pachniał, że mruczałam z zachwytu myjąc cały czas i stwierdziłam, że chyba zmienili zapach.

Po chwili pomyślałam: serio? nawet podczas mycia naczyń? :D

Jestem tak wrażliwa na zapachy, że każdy, który mnie urzeka jest w stanie zatrzymać mnie w chwili i wyrwać z czynności, jaką wykonuję, czy zatrzymać pędzące myśli. 

I z tego też powodu skutecznie mnie rozpraszają niestety.

I też nie jestem w stanie zasnąć właśnie w zapachach z gotowania. Dlatego staram się wolnowar załączać w weekend i w godzinach porannych abym zdążyła przed snem skutecznie się ich pozbyć.

Ale i też nie potrafię ukryć grymasu obrzydzenia gdy śmierdzi ;) dlatego jak czasami wali gnojówką na wiosnę potrafię iść z chustą na nosie :D

I np. są perfumy, które swoją intensywnością lub zapachem powodują u mnie potworny ból głowy! Albo tak mnie zatyka że aż się duszę, albo mam coffkę. 

~~~~

Z dźwiękami podobnie.

Od jakiegoś czasu idę do pracy ze słuchawkami na uszach, bo o wiele szybciej chodzę w rytm muzyki ;) Trochę się bałam, że nie będę słyszeć aut lub gdy coś się będzie działo to nie zareaguję, no ale i tak wszystko słyszę. 

Niedawno nawet usłyszałam elektryczny autobus. Dźwięk elektrycznych samochodów przyprawia mnie o dreszcze rozkoszy normalnie :D więc zawsze go uchwycę i mnie oderwie od zadumy. Tym razem również tak się stało: mimo słuchania muzyki usłyszałam ten dźwięk i się rozpływałam!

Ale tak ponoć ma mózg z ADHD - zapachy, czy dźwięki są odbierane tak samo intensywnie za każdym razem, nie stają się tłem jak u większości. 

Zresztą, już kiedyś o tym pisałam: idąc te 2 km do pracy czasami zanim dojdę jestem już przebodźcowana plejadą zapachów, pierdzących aut, jakichś robót drogowych, czy obecnie dmuchaw do liści ;) 

I wszystko mnie bombarduje z potężną siłą, bo jeszcze jestem przed lekami.

~~~~

Na lekach bodźce słabną. Potrafią stać się tłem. 

Dobrze i niedobrze. 

W pracy wiadomo, że dobrze ;) ale ja lubię intensywnie doświadczać, lubię jak mnie oszałamiający zapach kory wyrwie z danej czynności, czy np. petrichor wybije mnie z rozmowy ;)

Z drugiej strony ta intensywność nie jest wybiórcza, tak samo intensywnie doświadczam pozytywnych emocji jak i negatywnych, wiadomo.

~~~~

Dobra, na tym zakończę, bo właściwie to nie wiem do czego zmierzałam, szczerze mówiąc :D Temat intensywności doświadczania nawinął się przy okazji ;) [tytuły wpisów wymyślam dopiero po napisaniu tekstu, kiedy już wiem o czym napisałam :D] 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pierwszy post.

Wycięło mnie. Luckyone13?

Update. Wilma & Bluś. MRI.